Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Grudzień 9, 2016

Scroll to top

Top

No Comments

Filmowe perły na Oskarach

Filmowe perły na Oskarach

W oskarowej rywalizacji najwięcej uwagi przykuwa główny konkurs na najlepszy film, tymczasem cudowniejsze filmowe perły leżą schowane w dwóch innych kategoriach.

 

Ze względu na siłę amerykańskiej popkultury i PR-owe umiejętności Amerykanów, łatwo zapomnieć, że Oscary nie są festiwalem kina światowego. To jedynie (aż?) święto filmu amerykańskiego, a przede wszystkim branżowa impreza Hollywood.

Ja zachęcam do przyjrzenia się nagrodzie dla filmu nieanglojęzycznego, bo tak naprawdę to jest najważniejsza kategoria. To tam przecież ścierają się najlepsze filmy z całego świata: Ameryki, Azji, Europy, Australii i Ameryki Łacińskiej.

 

 

Miłość – Michael Haneke

W tym roku – dramaturgii i emocji było mało. Zwycięzca był murowany, czyli genialna “Miłość” Austriaka Michaela Hanekego, poruszająca opowieść o miłości, starości i chorobie. Te 5 słów o tym wybitnym filmie ma pewnie szansę na nagrodę za najbardziej barbarzyńską recenzję roku, ale po zwycięstwie “Miłości” w Cannes nie było krytyka, który by nie podzielił się swoim zachwytem, więc nie chciałabym się powtarzać.

 

 

Wiedźma wojny – Kim Nguyen

W tej kategorii nominowana była też “Wiedźma Wojny”, która niemal niezauważona przemknęła w ubiegłym roku przez polskie kina, ale na szczęście można ją dostać jeszcze na DVD. Wiele napisano reportaży o dzieciach – żołnierzach, aż w dużej mierze znieczuliliśmy się już na te doniesienia. Afryka, wiadomo, wojna, wiadomo, zbrodnie, wiadomo, dzieci – żołnierze. Niby jesteśmy poruszeni, ale zamiast twarzy widzimy liczby (70 tys. dzieci walczy w Birmie, podobna ilość w Somalii). To zrozumiały proces, wziąwszy pod uwagę, że dzieje się to daleko, w egzotycznym świecie, a nasz teatr na naszym podwórku kręci się własnym rytmem.

Jednak film Kim Nguyena pokonuje przeszkody naszej obojętności. Opowiada historię 13-letniej Komony, którą rebelianci siłą wcielili do swojej armii. Dziewczyna potrafi komunikować się z duchami, które ostrzegają ją przed wrogiem. To przede wszystkim piękna opowieść o dziecku – nastolatce, która chce żyć, bawić się i kochać, a dopiero potem to historia dziecka – żołnierza. Może tu właśnie jest klucz do powodzenia tego filmu. Nie epatuje traumą i tragedią, ale opowiada o tym, jak w tych strasznych okolicznościach świat widzi młoda dziewczyna.

 

 

Kochanek Królowej – Nikolaj Arcel 

Duńczycy wysłali do Los Angeles Kochanka Królowej, wciągającą opowieść o dworskim romansie, ale i o tym jak oświecenie próbowało pokonać religijny fundamentalizm i ciemnotę w królestwie duńskim. W XVIII w. rządził tam chory psychicznie król Krystian VII, który zaprzyjaźnił się z postępowym niemieckim lekarzem Johann Friedrich Struensee (grany przez łamacza serc Madsa Mikkelsena). Struensee będąc pod wpływem idei oświeceniowych podejmuje walkę z ciemnogrodem i zaczyna reformować kraj. Równocześnie zakochuje się w królowej i rozpoczyna niebezpieczny romans. Marzyłoby mi się, by w kraju tak rozkochanym w historii jak Polska, ktoś w końcu zrobił tak porządny, ciekawy i aktualny film.

 

Dwóch pozostałych produkcji: chilijskiego No oraz norweskiego Kontiki niestety nie można było legalnie obejrzeć w Polsce. Pozostaje mieć nadzieję, że odwagi polskim dystrybutorom dodadzą oskarowe nominacje.

Dla ciekawych świata podróżników, smakoszy różnych kultur jeszcze ciekawsza powinna okazać się oskarowa nagroda dla dokumentu. W tym roku nominowanych było pięć bardzo różnych, ciekawych filmów. Zwycięzcę zostawmy na koniec, bo chyba był… najsłabszy. I jedyny, po którym można spać spokojnie.

 

5 złamanych kamer – Guy Davidi, Emad Burnat 

Zacznijmy od Izraela, bo jest bohaterem (czarnym) aż dwóch filmów. “5 złamanych kamer” to też opowieść jakich słyszeliśmy wiele. Palestyńska wioska, przez środek, której Izraelczycy postanawiają zbudować mur. Buldożery niszczą drzewka oliwne. Zdesperowani mieszkańcy rozpoczynają protest, który potrwa kilka lat, przyciągnie uwagę i aktywistów z całego świata oraz stanie się wzorem dla innych pokojowych manifestacji.

Siłą tego dokumentu jest to, że nakręcił go mieszkaniec wioski, jedyny, który miał kamerę. Gdy ją stracił, zdobył nową. Gdy mu znów zniszczyli pojawiła się trzecia. Filmował 24 godziny na dobę. Równolegle z historią o swojej wiosce, autor snuje opowieść o swoim synu, który narodził się wraz z wtargnięciem Izraelczyków. Niezależnie od tego, jakie są poglądy widza na konflikt izraelsko – palestyński, trudno pozostać obojętnym wobec tego filmu. A wciąż można go złapać w kinach.

 

 

The Gatekeepers – Dror Moreh 

“The Gatekeepers” to film izraelski. Wydaje się wyjątkowy (niestety nie można go było jeszcze obejrzeć w Polsce), bo składa się z wywiadów z szefami elitarnej i supertajnej służby Shit Bet. I właśnie oni wzywają do dialogu, zamiast konfrontacji.

 

 

Niewidzialna Wojna – Kirby Dick 

Wstrząsający jest film “Niewidzialna Wojna”, który w Polsce nie wszedł do szerszej dystrybucji, ale można go było upolować na festiwalach. Do realizacji filmu można mieć wiele zastrzeżeń, choćby to, że na kadry składają się głównie “gadające głowy”, a akcja oparta jest głównie na ich relacjach. Jednak to, czego dowiadujemy się z tego filmu – wprawia w osłupienie; chodzi o skalę gwałtów i molestowania w amerykańskiej armii oraz bezkarność oprawców. Nawet kilkanaście tysięcy żołnierek i żołnierzy pada rocznie ofiarą gwałtu, zaledwie kilkunastu ich oprawców zostaje ukaranych więzieniem. Trochę to przypomina relacje na temat pedofilii w kościele katolickim, o tym jak przełożeni kryją podwładnych, a koledzy osłaniają przyjaciół. Mundurowy, który pada ofiarą gwałtu nie może szukać sprawiedliwości w bezstronnym cywilnym sądzie, ale idzie do przełożonego, który jeśli sam nie był oprawcą, to może być jego kolegą, albo po prostu nie lubi się wychylać, albo kieruję chorą lojalnością. I tak od dekad i nikt nie potrafi nic z tym zrobić, łącznie z amerykańskimi kongresmenami. To USA o jakich rzadko słyszymy.

 

 

Jak przetrwać zarazę – David France 

“Jak przetrwać zarazę” to z kolei Ameryka, której już może nie pamiętamy. Tytułowa zaraza to AIDS, która w latach 80. przybrała za Atlantykiem rozmiary prawdziwej epidemii. W Waszyngtonie rządzili wówczas jednak Republikanie, którzy doradzali gejom przejście na hetero, albo winili ich “grzeszne”/”nienaturalne” prowadzenie się. Rząd robił więc niewiele, by zatrzymać epidemię i pomóc chorym. W 87 r. gejowscy aktywiści powołali do życia ACT UP – organizację, która może być wzorem obywatelskiego sprzeciwu. Jej członkowie nie tylko niestrudzenie organizowali marsze, manifestację i pogrzeby kolejnych przyjaciół, ale stali się specjalistami od swojej choroby, leków i procesu ich zatwierdzania. Wielką zaletą filmu są archiwalne zdjęcia, ale największe wrażenie robi pasja i determinacja aktywistów. Wielu z nich nie przeżyło.

 

 

Sugar Man – Malik Bendjelloul 

I na koniec, zwycięzca, czyli “Sugar Man” (dopiero co wszedł do kin). Największym atutem tego dokumentu jest genialna muzyka oraz sama historia, którą szwedzki reżyser znalazł podróżując po RPA. Odkrył mianowicie, że jest taki artysta Sixto Rodriguez, który śpiewa może nawet lepiej niż Bob Dylan, a w RPA był popularniejszy niż Elvis Presley, ale w Stanach Zjednoczonych nikt o nim słyszał. Nie sprzedał niemal żadnej płyty, poddał się więc i zamilkł na 3 dekady. Żył skromnie, pracując siłą swoich mięśni, aż odkryli go na nowo autorzy filmu. To opowieść ku pokrzepieniu serc, na nasze rozczarowane kapitalizmem czasy. Ale też oglądając ten film, można odnieść wrażenie, że autorzy zmarnowali potencjał. Mogli zgłębić poszczególne wątki, poszukać odpowiedzi na dręczące widza pytania, oni woleli jednak opowiedzieć bajkę o muzyku – geniuszu, a może Mesjaszu. I pewnie dlatego dostali Oskara. W końcu to Hollywood, który kocha takie wzruszające historie.

 

FacebookTwitterPinterest

Submit a Comment