Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Grudzień 11, 2016

Scroll to top

Top

3 Comments

6 miast z najlepszym ulicznym jedzeniem

6 miast z najlepszym ulicznym jedzeniem
Paulina Grabara

Drogie restauracje czy buszowanie po lokalnych supermarketach, regionalne knajpki czy stoiska uliczne. Oto prawdziwy jedzeniowy dylemat. Co powiecie na bagietkę kupioną na stoisku w laotańskim miasteczku Luang Prabang? Jest ser, szynka, masło i warzywa. Nie widzę tylko lodówki. A może macie ochotę na koniki polne w chili? Jeśli nie lubicie na ostro w meksykańskiej Oaxaca są też dostępne inne smaki. W Brazylijskim miasteczku Paracuru uliczne stragany zdominowały wszelakie butelki z alkoholem: rumy, likiery, ale największe zapotrzebowanie zarówno wśród lokalnych, jak i przyjezdnych było na cachaça, z której powstawała caipirinha.

 

 

Oto nasze typy:

Paulina Grabara

Marakesz

Orientalny czar dosłownie bucha. Wieczorem, kiedy upał zelży souk zamienia się w największą kulinarną ucztę. Co prawda o tej godzinie nie ma już węży czy biegających i pozujących do zdjęcia z turystami małpek, za to przy wielkich stołach na środku placu zasiadają turyści. Każde stoisko ma swoje znakomitości: kalmary, szpinak, tadżin z warzywami, rybą, kurczakiem czy jagnięciną. Stół obok stołu, owoce morza i ryby prezentowane w lodzie, buhające gorące powietrze i unosząca się para, tłumy turystów i jeden brak – brak wina, który jednak zrekompensują marokańkskie smaki.

 

 

Anna Matyjewicz

Tajwan

Spacerując ulicami Tajwanu nie sposób pominąć ulicznych targów z jedzeniem. Na każdym kroku spotykamy lokalnych handlarzy, drobne restauracje, czy budki z przekąskami. Znaleźć można mnóstwo różnorodnych potraw – od  kandyzowanych owoców do świeżych owoców morza. Przede wszystkim można zjeść dużo i tanio. Dominują takie potrawy jak: ryż, kurczak z warzywami, buliony, zupy. Warto skosztować shui jiao – gotowane pierożki z różnym nadzieniem, czy tang cu tang – zupa słodko-kwaśna.

 

 

 

Kasia Ciołek

Tel Awiw, Izrael

Będąc w Izraelu koniecznie trzeba spróbować oryginalny falafel. Ten najsmaczniejszy zjemy nie w eleganckiej restauracji, a na ulicznym stoisku. Ja trafiłam na przepyszny falafel w Tel Awiwie w budce na rogu ulic Levantin i Barziley. O jego autentyczności z pewnością może świadczyć kolejka lokalnych mieszkańców. Za niewielkie pieniądze zjemy pitę wypełnioną po brzegi warzywami, humusem i falafelem, a sympatyczni panowie co chwila donoszą cienko pokrojone smażone ziemniaczki.

 

 

 

Agnieszka Lichnerowicz

Bangkok, Tajlandia

Wybór Bangkoku jest symboliczny. Występuje on w roli dumnego reprezentanta Azji Południowo – Wschodniej, którą właśnie za pyszne, tanie i wszechobecne jedzenie kochamy. Królową dalekowschodnich kuchni jest kuchnia tajska. Podróżując po Tajlandii, Kambodży, czy Laosie można odnieść wrażenie, że każdy mieszkaniec tych ziem gotowanie ma w genach. W lepszych restauracjach można zakosztować bardziej wyszukanych potraw, ale nie ma nic bardziej niezapomnianego niż kupiony na rogu ananas. Jest tak kusząco świeży i soczysty, że odsuwa nawet obawy przed zatruciem wodą. Trudno wymyślić coś słodko pyszniejszego niż sok wyciskany z małych pomarańczy. W Bangkoku, wystarczy wychylić się kilkaset metrów za róg, żeby trafić na sprzedawane z przenośnych wózków kombinacje ryżu, curry, mięsa, albo warzyw. Curry mieni się wszystkimi kolorami i występuje w dziesiątkach kombinacji. W knajpeczkach, na niskich stołkach można próbować potraw przyprawionych tak, że się najlepszym kucharzom nie śniło. I wydaje się, że to najprostsza kuchnia na świecie, nieprzekombinowana. Może po prostu konieczne jest lekkie podsmażenie pod słońcem Bangkoku i przyprawienie tamtejszymi spalinami. Oczywiście, znacznie więcej frajdy sprawia polowanie na pyszności i niezwykłości w małych kambodżańskich miasteczkach albo na tajskich bazarkach, ale w Bangkoku nie trzeba polować. Tam jedzenie, tak jak i turyści, jest wszędzie.

 

 

Małgorzata Białobrzycka

Kuala Lumpur, Malezja

Rację mają Ci, którzy uparcie powtarzają, że kraj i ludzi go zamieszkujących poznajesz poprzez jego kuchnię. Malezja, kraj gdzie współistnieją wpływy malezyjskie, hinduskie, chińskie oraz tajskie, to miejsce, które pozostanie w mojej pamięci przede wszystkim jako intensywna podróż szlakiem kulinarnym. Placki roti, satay, głęboko smażone owoce – każda z kultur zamieszkujących Malezję, a w szczególności jego stolicę Kuala Lumpur wnosi swoje smaki w dziedzictwo kulturowe kraju. Od rana na ulicach Kuala Lumpur widoczne są ruchome stoiska z sokami i świeżymi owocami. Liczi, ananasy, banany i mango zapakowane w plastikową torebkę i gotowe do jedzenia za pomocą długich patyczków nie mają nic wspólnego z tymi, które dostępne są na polskich półkach sklepowych. Za dnia pełno tutaj też stoisk z głęboko smażonymi bananami (to specjalna mała wersja tego owocu) czy batatami. Prawdziwa uczta rozpoczyna się jednak gdy zapada zmierzch. Rozżarzona światłami neonów i girlandami lampek ulica Jalan Petaling w dzielnicy Chinatown zamienia się w w wielką restaurację pod gołym niebem. Na wózkach piętrzą się nadziane na patyki ośmiornice, ogromne krewetki, podroby i wszelkiej maści warzywa – do smażenia lub gotowania, a proces, któremu zostaną poddane wybiera sam klient. Wystarczy usiąść przy jednym ze stolików z wmontowanym kociołkiem, w którym bulgocze wrzątek i gotowe. Na straganach mieni się smażona skórka wieprzowa, a w kotłach pieką się kasztany i tylko stoiska ze śmierdzącym owocem durianu oddaliły się od tej całej ulicznej wrzawy.

Moje wspomnienie to ledwie szkic bo smaków jest o niebo więcej. Higiena – zapominamy o europejskich standardach, w Malezji zdecydowanie opłaca się im odpuścić!

 

 

Monika Wtulich

Salvador da Bahia, Brazylia

Na ulicach Salvadoru, we wschodnim stanie Brazylii – Bahia, powietrze pachnie olejem palmowym dendê i smażącymi się na nim przysmakami kuchni afro-brazylijskiej. Stoiska z żywnością prowadzą czarnoskóre mieszkanki regionu zwane baianas. Ubrane na biało, z chustami na głowie, swoim pięknym uśmiechem zapraszają głodnych klientów na prawdziwą ucztę smakową. Specjalnością kuchni afro-brazylijskiej jest acarajé. To ciasto z rozgniecionej fasoli, cebuli i soli, smażone na głębokim oleju palmowym, wypełnione papryką, suszonymi na słońcu krewetkami oraz puree z raków, ryb i owoców nerkowca zwanym vatapá. Hmm… Koniecznie trzeba spróbować, bo warto!

 

Zobacz także:

PHOTO STORY – street food in Thailand 1

PHOTO STORY – street food in Thailand 2

Kulinarny Tajwan

FacebookTwitterPinterest

Comments

Submit a Comment