Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Lipiec 21, 2017

Scroll to top

Top

No Comments

Pierwszy lot, pierwsze wakacje

Pierwszy lot, pierwsze wakacje
Paulina Grabara

Ubranka na zmianę, picie lub jedzenie poczas startu i lądowania, zabawki i inne pomysły na nudę, czyli jak przetrwać pierwszy lot z niemowlakiem, który wcale nie jest małym, śpiącym bobasem.

 

Czekałam na ten moment, kiedy po raz pierwszy jako rodzina wzbijemy się w powietrze. Ponieważ na pierwsze wakacje po porodzie uciekliśmy z mężem bez dwumiesięcznej córki – czytaj

72 godziny w Apulii

to Natalia na swój pierwszy lot musiała chwilę zaczekać. W styczniu wraz z prawie półroczną córką postanowiliśmy zostawić zimę za sobą i uciec do słońca.

 

Od którego miesiąca dziecko może latać samolotem?

Jak zawsze zdania są podzielone – niektórzy powiedzą, że to stres, a także niesprzyjające środowisko dla dziecka (bakterie, nie wiemy, czy osoby, które są „zamknięte” z nami w tak małej przestrzeni nie są chore). Inni powiedzą, że nie należy przesadzać i rezygnować ze swoich pasji, a dzieci muszą nabywać odporność – w każdym razie decyzję zostawię Wam i powiem tylko tyle – Natalia naprawdę SUPER dawała radę, maleństwo, które nie skończyło jeszcze trzech miesięcy przespało prawie cały lot i tylko raz zapłakało, podczas gdy największe histerie w naszym samolocie urządzały dwu- i trzylatki. Ale niech każda mama zdecyduje za swoją pociechę.

 

 

Start i lądowanie

Każdy, dosłownie każdy, z kim rozmawiałam przed lotem mówił, że dziecko podczas startu i lądowania musi pić lub jeść. W skrócie dzięki temu będzie przełykało ślinę i nie będzie odczuwało bólu w uszkach przy zmianie ciśnienia. Stresowałam się, żeby tak „wycyrklować”, żeby Natalka jadła w samolocie. Bo niestety moja córka z butelki raczej pije, więc jedyną możliwością było podanie jej mlecznego posiłku. Ale, że los lubi sobie igrać z nami, gdy coś planujemy to moja córka zrobiła się bardzo bardzo głodna przed swoim czasem. Przeciągałam podanie jej butelki, aż w końcu zlitowałam się nad moją biedaczką, gdy start się opóźniał i samolot był odladzany. Natalia jadła i jadła aż wreszcie ruszyliśmy po pasie… i moja córka, która zwykle zjada prawie wszystko do końca w połowie butelki odmówiła. Po prostu. Trochę spanikowana co to będzie (już słyszałam ten wielki płacz) podałam jej smoczek, bo to jedyne, co mi przyszło do głowy. A moja córka nawet nie zapłakała. Po prostu. Possała smoczka i finalnie na mnie usnęła.

 

 

Co ze sobą zabrać do samolotu

Podstawowe pytanie to jak długo lecimy – na logikę krótsze loty wydają się być najlepsze na pierwszy raz, a kilkunastogodzinne loty najtrudniejsze. My zdecydowaliśmy na wyjazd na Wyspy Kanaryjskie, bo były najbliższą ciepłą lokalizacją, 5,5 godziny w samolocie to już coś dla 6 miesięcznego dziecka, które śpi mniej i lubi się bawić. Radę mam tylko jedną – zabierzcie jak najmniej, a nie jak najwięcej:

  • jedzenie – jeśli karmisz dziecko piersią, to masz bardzo wygodnie, bo jedzenie masz zawsze przy sobie i to w odpowiedniej temperaturze. Ja zaczęłam właśnie karmić Natalię butelką, dlatego wzięliśmy ze sobą dwie butelki z wodą (dolewałam tylko trochę wrzątku, o który prosiłam stewardesy), odmierzone miarki mleka – możecie albo zakupić mleko w saszetkach, albo kupić specjalne pojemniczki do przechowywania porcji mleka. Nie zapomnijcie o innym jedzeniu, jeśli Wasze dziecko jada już słoiczki.
  • przewijanie – niestety to może być problem, bo teoretycznie przewijak w samolocie podobno jest, ale jest mały. Ja nie korzystałam, bo mieliśmy szczęście i we dwójkę z małą siedzieliśmy na trzech siedzeniach, gdzie w razie potrzeby sprawnie ją przewijałam. Nie zapomnijcie zabrać wystarczającej ilości pieluch, maty do przewijania, chusteczek i kremiku. Warto też na w razie czego mieć zestaw ubrań na zmianę (przy locie powyżej 10 godzin może nawet dwa).
  • zabawki – jeśli lecicie tylko 2,5 godziny weźcie ulubioną grzechotkę czy przytulankę, jeśli jednak Wasz lot jest dłuższy (5,5 godziny to mimo drzemki sporo czasu na nudę) weźcie maluchowi trochę zabawek. Warto jednak pamiętać, że od pewnego wieku dziecko jest wielkim obserwatorem – a sytuacja w samolocie nowością, Natalia chętnie spacerowała w nosidełku lub na rękach i oglądała sobie „świat”.
  • ubranka – proponuję ubrać malucha „na cebulkę” – trudno przewidzieć jaka będzie temperatura w samolocie, może być bardzo chłodno (szczególnie na dłuższych nocach, co ma zachęcić do spania), albo skrajnie ciepło – wtedy dobrze, gdyby maluch miał coś z krótkim rękawkiem.
  • spanie – my poprosiliśmy, aby w miarę możliwości i wolnych miejsc posadzono nas w dwójkę z małą na trzech siedzeniach – bo jest to nie tyko bardzo komfortowe dla rodziców, ale także dla osoby, które może niekoniecznie ma ochotę usiąść obok niemowlaka. Dzięki temu Natalia miała wygodne posłanie między nami, leżąc sobie wzdłuż na siedzeniach, zarówno jak spała, jak i kiedy się bawiła leżąc wyciągnięta. Część kobiet – szczególnie mama niespełna 3-miesięcznego malucha, trzymała go na rękach. Inne korzystały z nosidełka, w którym dziecko spało przytulone do matki. Podobno w rejsowych samolotach wybranych linii lotniczych jest możliwość zarezerwowania kołyski.
  • lekki wózek – generalnie Natalia jest wożona w super pojeździe Joolz, który bardzo lubimy, ale nie jest to idealny wózek wyjazdowy, bo waży kilkanaście kilogramów. Super babcia przybyła z pomocą, zrobiła naprawdę profesjonalne badanie rynku pod kątem lekkości, komfortu i wygody lekkich wózków i wybrała dla nas McLaren Model techno xt 2016, który waży 6,6kg. Same plusy: łatwo się rozkłada i składa, jest bardzo lekki i komfortowy, bo nie tylko pozwala na oglądanie świata podczas wycieczki, ale też na bardzo wygodną pozycję podczas snu malucha.
  • nosidełko – dzień przed wyjazdem zdecydowałam się na zakup nosidełka, które BARDZO jak dla mnie się sprawdziło, przede wszystkim na lotnisku oraz podczas transferów. Nosidełko nie tylko ułatwiło noszenie już wcale nie takiej lekkiej córki, ale przede wszystkim umożliwiło mi korzystanie z własnych rąk, które czasem okazały się przydane 😉 Jedynym rozczarowaniem był fakt, że podczas startu musiałam odpiąć dziecko z nosidełka i przypiąć do siebie normalnymi pasami. Poodbno względy bezpieczeństwa.

 

 

Pierwsze wakacje mojej córki

Natalia była zachwycona – i to dosłownie. Przed wyjazdem słyszałam, że robię to dla siebie, a nie dla dziecka, bo dziecko nie będzie świadome, że jest na wakacjach. Słyszałam też, że dziecko lubi stabilizacje. I pewnie to wszystko prawda, ale kiedy w Polsce temperatura była kilkanaście stopni na minusie i z córką prawie cały dzień spędzałyśmy w domu, wakacje na Wyspach Kanaryjskich okazały się wybawieniem. Temperatura ponad 20 stopni pozwalała nam zaczynać dzień od śniadania na zewnątrz, potem były spacery i po prostu czas na zewnątrz. Natalkę, która na wyjeździe skończyła 6 miesięcy ciekawiło wszystko – gołębie, kołyszące się na wietrze liście czy wodospad. Dzięki byciu na powietrzu też więcej spała. A dzięki dziadkom, którzy pojechali z nami mieliśmy z mężem prawdziwy odpoczynek.

Także ja jednak namawiam RUSZAJCIE W ŚWIAT!

 

 

16700071_10212401781907945_577373334_n

Save

Save

Save

Save

Save

Save

Save

Save

Save

FacebookTwitterPinterest

Submit a Comment