Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Grudzień 6, 2016

Scroll to top

Top

No Comments

Z miłości do piękna – perfect life

Z miłości do piękna – perfect life
Paulina Grabara

Pastelowe domki kontrastujące z turkusową wodą i białymi łódeczkami Portovenere, chłodny elegancki styl designerskich restauracji w Brukseli. Natura i architektura. W drogę zabieram różne kolory pomadek Rouge Coco Chanel.

 

2 dni z życia. Trudno byłoby mi się zdecydować, który był piękniejszy. Oba były pełne radości. Krótka historia o klasztorze, który zamieniono w hotel, o cudownej restauracji, której design i widok dodają smaku posiłkom, a także o delfinach wzdłuż Cinque Terre oraz mewie, która postanowiła skraść moją pomadkę Rouge Coco Chanel.

Świat, który kocham pełen jest kontrastów, które jednak zawsze łączy osobliwy rodzaj piękna. 

 

DZIEŃ 1

BRUKSELA

Moje urodziny. Prezentem jest wyjazd do Brukseli z najbliższymi. Pomadki w kilku odcieniach Rouge Coco Chanel to jeden z prezentów, który zgarniam do torby i zabieram ze sobą. Kolejnym prezentem jest piękny hotel The Dominican, w którym zamieszkaliśmy. Zlokalizowany w byłym klasztorze Dominikanów łączy historię z doskonałymi współczesnymi projektami oraz aurą tajemniczości i wzniosłości.

 

 

Czas jednak ruszyć na miasto. Spacer po Grand’ Place mimo lekkiego deszczu i wiatru jest bardzo przyjemny. Zdobione kamienice, zachwycający ratusz Hotel de Ville,  kolorowe kwiaty na straganach.

Następnie udajemy się w kierunku Rue Antoine Dansaert – modnej ulicy pełnej designerskich butików i kawiarni. Czas więc na małą przerwę.

Modny BetonBar, w którym leniwą sobotę spędzają mieszkańcy Brukseli. Najpierw nawilżenie ust i dodanie wyrazistego koloru pomadki – idealnie przełamie szarą barwę swetra. Potem czas na urodzinowy kieliszek prosecco.

 

 

 

Doskonały posiłek? Adresem, którego nie można pominąć jest restauracja Kwint, która poza jedzeniem zachwyca widokiem na miasto i rzeźbą nomada pod sufitem.

Chwila, aby poprawić makijaż – na ustach testuję kolejny odcień pomadki, a stolik przy samym oknie już gotowy.

 

 

 

 

 

 

DZIEŃ 2

PORTOVENERE – CINQUE TERRE

Ile razy słyszałam o Cinque Terre, ile razy byłam we Włoszech i zawsze nie było po drodze! Tym razem był to punkt obowiązkowy naszej krótkiej wycieczki. Północna, wciąż dzika Toskania, i liguryjskie wybrzeże. Dzień odkrywania Cinque Terre był jednak dniem doskonałym z dwóch innych powodów: po pierwsze naszą bazą wypadową było miasteczko Portovenere. Nie należy do Cinque Terre, ale to ono skradło nasze serca! Urocza zatoczka, kolorowe kamienice, kołyszące się łódki.

Po drugie wzdłuż naszej łódki skakały delfiny. Zobaczyć je na wolności to cudowne przeżycie.

 

 

Wypływamy – wycieczka stateczkiem trwa prawie 2 godziny, choć można ją wydłużyć, schodząc w wybranych dwóch miasteczkach na ląd. Brzmi kusząco choć jest początek maja, a miasteczka pełne są już turystów.

Największą niespodzianką są skaczące wokół naszej łódki delfiny. Radość ogromna, bo podobno trzeba mieć szczęście, aby je spotkać.

 

 

 

Liczne kolory domków na wzgórzach przypominają mi, że czas poprawić makijaż i wybrać się we włoskim stylu na aperitivo przed kolacją.

Kiedy wracamy do Portovenere jest już piękne popołudniowe światło. Przed udaniem się do baru na małym lecz gwarnym piazza, przyglądamy się falującym na wodzie łódeczkom. Kładę pomadkę na murku i podziwiamy mewę, która podchodzi coraz bliżej. Chyba ona też ma ochotę na wieczorny make up, ale niestety swojej ukochanej pomadki nie oddaję.

 

 

 

 

 

 

FacebookTwitterPinterest

Submit a Comment