Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Grudzień 11, 2016

Scroll to top

Top

No Comments

Grzegorz „Iwan” Kucharczyk – Ambasador kampanii „It’s your life just take it”

Grzegorz „Iwan” Kucharczyk – Ambasador kampanii „It’s your life just take it”
IT IS YOUR LIFE JUST TAKE IT

Moje życie od 25 lat jest pełne pasji, która jest dla mnie sumą talentu i ciężkiej pracy. Mam to szczęście w życiu, że moja pasja stała się moim zawodem, dzięki temu mogę być szczęśliwy całą dobę wykonując pracę, którą kocham. Cieszę się także z tego, że swoją pasją mogę się dzielić, spełniać marzenia innych ludzi, uczyć i pomagać. To wszystko doprowadziło mnie do punktu, w którym zostałem Ambasadorem kampanii „It’s your life just take it”. Można powiedzieć, że zupełnie przypadkiem, ale uważam, że we właściwym czasie spotkaliśmy się w odpowiednim czasie z odpowiednimi ludźmi.

 

Zaczęło się wszystko od najazdu Gwiazdora i Apollo 13, którzy postanowili zrobić kurs AFF. Wtedy jeszcze nie było żadnych pomysłów na mnie, ale dzień po dniu wymieniając się spostrzeżeniami na temat otaczającej rzeczywistości zaczęliśmy odnajdywać podobieństwa w niektórych poglądach. Zaczęła się rodzić myśl, aby Apollo przygotował film dokumentalny o tym, co robię. O tym, jak można spleść pasję, zawód i spokojne życie rodzinne razem.W tym czasie Gwiazdor, czyli Michał Leszek, który dał życie marce Kruger&Matz oraz Apollo13, który jest filmowcem i realizuje przeróżne projekty zrobili AFF. Poskakali samodzielnie, pojechali do Polski i całkiem szybko wrócili. Tym razem z całą ekipą filmową. Powstało sporo materiału dokumentalnego o nas, z którego zrobiona została Reklama kampanii „Its’ your life just take it”.

http://www.youtube.com/watch?v=R-YqyktjQNM

 

A teraz cofnijmy się o 25 lat…

Zamiłowanie do skoków samo mnie znalazło, ja go nie szukałem

 

Można pokusić się o stwierdzenie, że przypadkiem zacząłem skakać. Ponieważ jednak nie uznaję (z braku przekonującej mnie definicji) przypadku, muszę sobie to inaczej tłumaczyć. Brat cioteczny zadzwonił do mnie, gdy jeszcze nie byłem pełnoletni, czy nie miałbym ochoty zapisać się na kurs spadochronowy. Byłem zdziwiony. Skoki kojarzyły mi się tylko z białymi grzybami z filmów wojennych ale żaden argument przeciwko takiemu kursowi do głowy mi nie przychodził więc przystałem na ten niecodzienny pomysł. Mój brat zrobił kilka skoków i zaprzestał a ja kilka tysięcy i nadal skaczę. Spodobało mi się. Być może spodobały mi się emocje, które się wyzwalają przy skokach, być może spodobali mi się ludzie, to tak trudno opisać dlaczego coś się podoba. Tak samo, gdyby kogokolwiek spytać dlaczego smakuje mu jego ulubiona potrawa. Na końcu pozostanie: bo tak, bo mi się podoba. Zaczynałem gdy Ministerstwo Edukacji Narodowej i Ministerstwo Obrony Narodowej całkiem tłusto dofinansowywało działalność aeroklubów. Załapałem się nawet na pierwszy rok skoków, gdy płaciłem tylko za jakieś dodatkowe drobiazgi, jak wyżywienie i coś jeszcze. Koszty nieporównywalnie małe w zestawieniu z rzeczywistymi nakładami finansowymi na skoki spadochronowe. Jednak kolejne lata nie były już tak socjalistycznie słodkie. Trzeba było zarabiać aby móc skakać. Zarabiałem więc i wszystko posyłałem w powietrze, im więcej skakałem tym bardziej chciałem skakać i miałem moc na zarabianie. Można powiedzieć, że pasja zajmowała wtedy zrozumiałe społecznie miejsce w moim życiu. Z punktu widzenia racjonalnie żyjącego obywatela przetracałem swoje pieniądze na mrzonki. Tak. Tak było przez wiele lat. Przetraciłem mnóstwo pieniędzy, z uśmiechem na twarzy. Na coś przecież i tak bym je wydał, wydałem na to co sprawiało mi przyjemność.

 

Rozsądek nie jest zbyt dobrym, życiowym doradcą

 

Podoba mi się porównanie naszego życia do jazdy w różnych pociągach. Czasem jedziemy i boimy się wysiąść na ‚przypadkowej’ stacji. A chcemy wysiąść gdy już dawno temu ją minęliśmy. Czasem nie wsiadamy do pociągu, bo się zastanawiamy – ucieka nam a na następny możemy długo poczekać. Wydaje mi się, że mam tego farta, że nie waham się zbyt długo i idę za nosem, za intuicją. Jak coś chcę zrobić, to nie zastanawiam się zbyt długo dlaczego. Wsiadam i jadę. Nie podoba mi się to wysiadam i patrzę gdzie jestem. Tym pociągiem, który kosztował mnie dużo (pieniędzy / doświadczeń związanych z ich zdobyciem – niepotrzebne skreślić) dojechałem do momentu, gdy zaczęto mnie postrzegać jako instruktora. Zanim dostałem papier instruktora już zacząłem pełnić taką funkcję. Mniej doświadczeni skoczkowie, odepchnięci dość nieprofesjonalnym zachowaniem mianowanych instruktorów poszukiwali wiedzy i zrozumienia, tego co mają robić. Trafiali więc do mnie, bo jak coś zrozumiem to i potrafię to wytłumaczyć. A jak wiedzę zdobędę to mnie swędzi aby ją dalej puścić w ruch, w prostszych słowach, troszkę bardziej aktualną i popartą swoimi doświadczeniami. Potem nadjechało bardzo szybko, kilka superekspresów, w które wsiadałem i jechałem po nowe doświadczenia. Zdobyłem masę wiedzy, doświadczeń i uprawnień. Założyłem pierwszą firmę w Polsce zajmującą się skokami tandemowymi. Zacząłem szkolić nowatorską w tych czasach metodą AFF itp. Było tak jak powinno być, ciekawie kolorowo i po swojemu. Na swoim. Z pełną odpowiedzialnością za popełniane błędy, z pełną presją działania w polskich realiach. Kto prowadził własną działalność gospodarczą w Polsce, ten zrozumie o czym piszę.

 

 

Nie każdy chłopak staje się mężczyzną

W tym dynamicznym świecie pojawiła się Ula. Znowu w magicznie przypadkowy sposób. Pomimo tego, że parędziesiąt lat mieszkaliśmy po dwóch stronach jednej z warszawskich ulic, spotkaliśmy się prawie 300 kilometrów dalej, gdy ktoś postanowił (na siłę) obdarować ją skokiem tandemowym. No i skoczyliśmy. No i lecimy dalej. Ula jest dziś także instruktorem spadochronowym, mamy dzieci i żyjemy kolorowo, ciekawie i na własną odpowiedzialność. Żadne, nawet najbardziej ekstremalne doświadczenie nie jest w stanie przeważyć szali szczęścia czerpanego ze świadomego życia z bliskimi. Wieczne chłopaki wiele tracą w poszukiwaniu sedna swojej dziecinności. Mogą przegapić najważniejsze pociągi w swoim życiu.

Każda pasja płynie wraz ze zdobywanymi doświadczeniami

Pasja nie jest niczym szczególnym. Pasja ma dawać przyjemność i budować, ma być pozytywna. Dziś inaczej postrzegam skakanie niż ćwierć wieku temu. Emocje na progu w samolocie są coraz mniejsze, znajduję inne radości. Radość szkolenia, gdzie wbrew pozorom nie skoki są najważniejsze. Dziś ludzie odnajdują mnie ‚przypadkiem’, gdyż potrzebują nauczyć się nienormalnego życia. Ludziom potrzebne są wzorce szczęścia, w mrocznej, pesymistycznej codzienności. Te wzorce mojego normalnego życia, gdzie rodzina jest razem, gdzie pasja nie tylko nie przeszkadza ale pomaga, te wzorce kodowane są bardzo mocno adrenaliną wyzwalaną podczas skoków.
Ale jeśli przyjechałby kiedyś inny pociąg, to kto wie, czy razem byśmy teraz nie uczyli innych rzeczy. Zresztą taki też mamy zamiar. Nie będziemy przecież całe życie skakać z samolotu. Jest jeszcze wiele pięknych rzeczy do zrobienia. Gdy przyjdzie czas, a raczej przyjdzie taki czas, trzeba będzie wysiąść z tego pociągu i porozglądać się wokoło. Może wsiąść do innego. Może nie. Bo szybka jazda za młodu daje prawo do postoju i spokojnej analizy swojej trasy. Jak do tej pory, nie zmieniłbym nic w rozkładzie jazdy i nadal, kierując się słowami mojej mamy, robię wszystko tak, aby móc uśmiechnąć się do swego odbicia w lustrze.

 

Na koniec, mam pytanie do Ciebie, czytelniku – czy nadal stoisz na dworcu, czy z wypiekami na twarzy i ekscytacją w sercu siedzisz w pędzącym pociągu na stację „MÓJ CEL”? Pokaż mi swoją pasję i poznajmy się bliżej! Czekamy na Ciebie tutaj: www.itsyourlife.pl

 

Więcej informacji o Iwanie i skokach spadochronowych znajdziecie na jego blogu http://hiszpaniazemocjami.blogspot.com/ i na stronie: www.skokiwhiszpanii.pl

 

www.itsyourlife.pl

 

WEŹ UDZIAŁ W KONKURSIE IT’S YOUR LIFE JUST TAKE IT

więcej http://intopassion.pl/its-your-life-just-take-it

 

 

WebRep
currentVote
noRating
noWeight
FacebookTwitterPinterest

Submit a Comment