Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Grudzień 3, 2016

Scroll to top

Top

No Comments

Lekcja historii polskiego snowboardu

Lekcja historii polskiego snowboardu
Paulina Grabara

Jego zdjęcie z udziałem Travisa Parkera ukazało się w międzynarodowej reklamie K2 Snowboards. Marek Ogień – fotograf sportowy i lifestylowy. Ma nadzieję, że swoją pracą tworzy historię, która kiedyś kogoś zainspiruje do pokochania gór, śniegu i snowboardingu.

 

Jak to się wszystko zaczęło, że zacząłeś fotografować snowboardzistów?

Wszystko zaczęło się w momencie gdy poczułem, że w snowboardzie coraz bardziej wolałbym być z drugiej strony, czyli patrzeć na świat mojej pasji przez obiektyw, a nie być w jego obiektywie. Na początku była to zwykła zabawa z aparatem. W tym samym czasie wielu z moich bliskich znajomych zaczynało robić zdjęcia, więc wszyscy wtedy mocno byliśmy pochłonięci fotografią. Nieświadomie konkurowaliśmy ze sobą i każdy z nas pchał drugiego do przodu. I tak z zabawy przeistoczyło się to w pasję, trochę obsesję, a później zaczęły wpadać zlecenia i pieniądze. Pomimo tego, że jest to praca, to wciąż jest to 100% pasja i zawsze sprawia mi to przyjemność.

 

Czy w Polsce da się zarobić na pasji? Czy pracą może być robienie zdjęć znajomym, przyjaciołom? Jak z tego żyć?

Większość moich prac związana jest głównie ze sportami zimowymi i nie będę ukrywał, że ciężko jest z tego wyżyć. Nasz rodzimy rynek snowboardowo-narciarski jest niestety mały, dystrybutorzy wielkich firm opierają swoje reklamy na zdjęciach, które przylatują razem z towarem zza oceanu, przez co niewiele się tworzy w naszym środowisku. Do tego nasza scena snowboardowa jest niewielka, jest tylko garstka ludzi którzy na tym zarabiają, więc jakby nie było ciężko jest zrobić materiał z kimś i to sprzedać. Ja natomiast jestem fotografem teamowym Burn’a od dwóch sezonów. Mam czworo niesamowicie utalentowanych ludzi z którymi mam okazję trochę podróżować i uwieczniać naszą wspólną pasję do deski i śniegu. Wracając do tematu wpadają mi różne zlecenia bardziej związane z fotografią lifestylowo-modową i to jest rzecz w której najbardziej chciałbym się teraz rozwijać.

 

Jaka fotografia najbardziej cię interesuje? 
Trudno powiedzieć jakie zdjęcia najbardziej lubię, bo same zdjęcia akcji nie opowiedzą historii, tak samo nie zrobią tego same zdjęcia lifestylowe. Połączenie tych obu rodzajów zdjęć daje mi największą satysfakcję. Czuję wtedy, że oddają one emocje, które ja sam przeżywam będąc na miejscu. Snowboarding to niesamowicie rozwinięta kultura ludzi z ogromną pasją, styl życia, który nadal jest mocno krytykowany za gówniarskie podejście do świata. Ogromną radość sprawia mi żyć tym wszystkim i uwieczniać to, czego tak wielu ludzi nie rozumie. Mam nadzieję, że tworzymy historię która kiedyś kogoś zainspiruje do pokochania gór, śniegu i snowboardingu.

 

 

 

Co jest najtrudniejsze w twojej pracy – warunki, przemieszczanie się ze sprzętem?

Zdecydowanie jedną z koszmarnych rzeczy jest plecak pełny sprzętu, który często trzeba nosić ze sobą w przeróżnych warunkach. Jak dorzucę lampy, cyfrę z obiektywami, do tego analog też z obiektywami, dwa statywy oświetleniowe, plus kable, wyzwalacze radiowe, wodę i jakieś pierdoły, okazuje się że mam 30 kg na plecach. To jest koszmar, ale z drugiej strony jak zdjęcia świetnie wychodzą, to już się nie myśli o tym, że to wszystko tyle waży. Najtrudniejszą rzeczą jest zachowanie bezpieczeństwa, szczególnie kiedy wybieramy się w wysokie góry, gdzie łatwo można wpakować się w lawinę. Często wychodzę z chłopakami do góry w poszukiwaniu lepszych kadrów i w pewnym momencie zostaję sam. Oczywiście szukam najłatwiejszej drogi do zjazdu, wiem że wszyscy czekają na mnie na dole, ale to jest moment, którego się boję i wiem że muszę być skoncentrowany, że nie mogę panikować, gdyby coś się stało. Mieliśmy w kwietniu we Francji wypadek, gdzie Wojtka Pająka zabrała lawina, powierzchnia wielkości boiska piłkarskiego, o głębokości może 40 cm zaczęła zjeżdżać razem z nim pośrodku. Na szczęście Wojtkowi nic się nie stało, mieliśmy cały sprzęt antylawinowy i byliśmy przygotowani, ale to są momenty, kiedy nogi uginają się same. To była lekcja, której nigdy nie zapomnę.

 

 

Najciekawszy projekt, który realizowałeś?

Najlepsze zlecenie wystawiłem sobie sam. Moim marzeniem było zawsze pojechać do Stanów do Lake Tahoe. Krążyły legendy o tym miejscu, że w nocy pada śnieg, a w dzień świeci słońce, że masa pro snowboardzistów tam mieszka… pewnego dnia doleciałem i spędziłem tam dwie zimy, zakochałem się w tym miejscu kompletnie, ludzie są niesamowicie otwarci, pogoda jest autentycznie jak w legendzie i rzeczywiście w nocy pada śnieg, a w dzień świeci słońce. Udało mi się zjechać prawie całą Kalifornię, poznałem tam niesamowitych ludzi, miałem okazję robić zdjęcia z amerykańskimi pro snowboardzistami. Niektóre z moich zdjęć poszły w świat jako reklamy międzynarodowych firm snowboardowych. Mam jedno zdjęcie, które przypomina mi o tym wszystkim. Zrobiłem je z pro snowboardzistą Travisem Parkerem. Travis był moim guru od zawsze, w Tahoe mieszkaliśmy obok siebie, jednego dnia wybraliśmy się na zdjęcia. Jak już dotarliśmy po kilkugodzinnym marszu na miejsce, wiedziałem że to będzie dobry dzień. To jedno zdjęcie które wtedy zrobiłem przypomina mi każdy dzień w Tahoe i ma dla mnie magiczną moc.

 

 

Jakie masz zawodowe marzenia?

Ciężko się zdradza marzenia. Gdzieś na pewno są one związane z fotografią snowboardową. Chciałbym bardzo pójść w stronę fotografii komercyjnej lifestylowo-sportowej. Chciałbym przejechać całe Stany wzdłuż i wszerz, a na koniec dotrzeć na Alaskę.

 

Czytaj również:

Wywiad: Michał „Brelok” Ligocki.

 

FacebookTwitterPinterest

Submit a Comment