Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Grudzień 8, 2016

Scroll to top

Top

No Comments

Luksusowy hotel na wyspie… od kuchni

Luksusowy hotel na wyspie… od kuchni
Justyna Orłowska

Jedna z podstawowych zasad, którymi kierują się najlepsze hotele na świecie zakłada, że gość ma mieć wszystko, czego potrzebuje (w szerokim rozumieniu tego słowa), ale obsługa powinna być prawie niewidoczna. 

Sprawdzałam, jak można to osiągnąć, na jednej z malediwskich wysp-resortów.

Malediwy to jeden z ulubionych kierunków wakacyjnych, mimo że branża turystyczna działa tu dość specyficznie. Poza rajskim klimatem i krajobrazem, jest tu też prawo oparte na restrykcyjnych z zachodniego punktu widzenia zasadach. Zabroniona jest sprzedaż i spożywanie alkoholu, czy opalanie się w bikini. Władze Malediwów znalazły jednak rozwiązanie, dzięki któremu wilk jest syty, a owca cała. Turyści z lotnisk transportowani są bezpośrednio do luksusowych wysp-hoteli. Islamskie prawo na nich nie obowiązuje, bo nie mieszka tam lokalna ludność. Spośród 1190 wysp malediwskich około 100 zajmują w całości takie luksusowe hotele.

 

Ponieważ konkurencja jest ostra, a koszty wypoczynku w takim prywatnym raju wysokie, na Malediwach można spotkać hotele na najwyższym poziomie. Jednym z nich jest Reethi Beach, położony około 130 km od głównego lotniska w stolicy, Male. Lokalna nazwa wysepki, na której mieści się hotel to Fonimagoodhoo. Mimo niewielkich rozmiarów (600 m na 200 m) można tu znaleźć wszystko, czego dusza zapragnie. To małe miasto ze 110 eleganckimi willami, 4 restauracjami, 5 barami, centrum nurkowym, wypożyczalnią sprzętów do sportów wodnych, kortami, siłownią, butikami i własną kliniką. Na to, żeby prawie 300 gości naraz przeżyło tu wakacje życia, pracuje prawie tyle samo obsługi hotelowej.

 

 

Obok pełnego atrakcji terenu dla turystów, mieści się zupełnie niewidoczne na pierwszy rzut oka, drugie miasteczko – pracowników hotelu. Poza paniami odpowiedzialnymi za porządek, które codziennie przypływają tu łodzią z położonej nieopodal lokalnej wyspy, większość pracowników mieszka tu na stałe. Są zakwaterowani według rangi i narodowości: Europejczycy, Malediwczycy, mieszkańcy Bangladeszu i Sri Lanki. Stołówka pracownicza jest wspólna, ale menu różni się w zależności od kulturowych upodobań. I tak: Malediwczycy mają innego kucharza niż mieszkańcy Bangladeszu, a malediwski tuńczyk leży w innym pomieszczeniu niż cejlońska wieprzowina (Malediwczycy to Muzułmanie). Poza tym, każda grupa narodowościowa obchodzi tu swoje święta, stopień tolerancji pośród pracowników musi tu być więc znacznie wyższy niż w krajach, z których pochodzą.

 

 

Pracownicy hotelu poza swoją stołówką i kucharzami, mają też sklepik z lokalnymi, nie-hotelowymi cenami, a nawet fryzjera. O ich nieskazitelny wygląd dba też dwóch krawców, którzy szyją stroje dla nowych pracowników, oraz wprowadzają poprawki, gdy ktoś wróci z urlopu w domu nieco większy. Jednym z kluczowych miejsc w zapleczach resortu jest też zawsze działająca na pełnych obrotach pralnia. Codziennie trafia tu 260 ręczników kąpielowych, tyle samo plażowych i małych ręczników do rąk. Do tego dochodzi pościel ze 130 łóżek w rozmiarze king-size. Goście wrażliwi na ochronę środowiska mogą poprosić o ich wymianę co trzy dni, a woda, wbrew pozorom, jest tutaj cenniejsza niż złoto.

Ponieważ Reethi Beach z godną podziwu sumiennością wciela w życie postulat odpowiedzialnej turystyki, właściciele postawili na indywidualny system gospodarowania wodą na wyspie. Zarówno ta służąca do kąpieli, jak i do picia, pochodzi z oceanu. Podlega procesowi wielokrotnego odsalania, a woda przeznaczona do spożycia jest dodatkowo i mineralizowana i atestowana według standardów WHO. Krąży po wyspie w 500 litrowych i 300 półlitrowych butelkach, które codziennie są czyszczone i ręcznie napełniane. Uzupełnianie każdej trwa kilkadziesiąt sekund, więc pracownik odpowiedzialny za wodę jest znany jako najcierpliwsza osoba na wyspie. Ale to dzięki jego pracy, wyspa jest wolna od koszmaru plastikowych butelek.

 

 

 

 

Najbardziej imponującą częścią kulisów resortu Reethi Beach jest bez wątpienia kuchnia. Większość gości codziennie stołuje się w głównej restauracji na śniadaniu, lunchu i tematycznej kolacji. Każdy posiłek jest podawany w formie szwedzkiego stołu, a do wyboru gości są najznamienitsze i najbardziej wyszukane dania z całego świata. Ponieważ Malediwy, mimo swej niezaprzeczalnej urody, nie są wyspami szczególnie urodzajnymi, większość produktów potrzebnych do sporządzenia tych potraw jest sprowadzana z różnych zakątków globu: owoce z Argentyny, warzywa z Holandii, mięso z Dubaju. Większość przypływa na wyspę dwa razy w miesiącu, ale ryby kupowane są u lokalnych rybaków.

Kuchnię odwiedzam na pół godziny przed lunchem i ku mojemu zdziwieniu jest tam nadzwyczaj spokojnie. Wyobrażałam sobie ją raczej jak „kuchnię z piekła rodem”, latające talerze, krzyki, buchające piece. Ale nic z tych rzeczy. Pochodzący z Kerali szef kuchni oprowadza mnie zadowolony po pomieszczeniach i przyznaje, że pod jego okiem nic nie dzieje się na ostatnią chwilę. Potrawy są przygotowane półtorej godziny przed czasem, a kelnerzy mają przydzielone stoliki. Rzeczywiście, spokój jego i jego załogi udziela się gościom.

 

 

 

FacebookTwitterPinterest

Submit a Comment