Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Sierpień 18, 2019

Scroll to top

Top

No Comments

Malta w 4 dni – subiektywny przewodnik po wyspie cz.2

Malta w 4 dni – subiektywny przewodnik po wyspie cz.2
Paulina Grabara

Kiedy w prezencie pod choinkę kupowałam dla mojego męża bilet lotniczy zależało mi na 3 rzeczach: żeby w marcu w tym miejscu było już przynajmniej wiosennie, aby cena za 2 bilety z bagażami nie była zbyt wysoka i żeby to było miejsce, do którego trafimy po raz pierwszy.

Karnawał na Malcie

I tak znaleźliśmy się na Malcie, i to zupełnie nieświadomie w trakcie trwania karnawału. Gwar rozbawionych rodzin od pierwszych minut dodał energii i kolorów zachwycającej stolicy wyspy. Karnawał na Malcie to święto głównie poprzebieranych i umalowanych dzieci, a uliczne parady, tańce i głośna muzyka są z pewnością ciekawą atrakcją. Czas karnawału to także zatłoczone ulice, zajęte miejsca w kawiarniach i restauracjach – Maltańczycy mają w tym czasie wolne i świętują wraz z całymi rodzinami. Do tego trzeba dodać korki, które mogą przeszkadzać, gdy planujecie zwiedzać wyspę, a hotel macie w Vallettcie, bo właśnie w stolicy wyspy i we Florianie odbywają się główne imprezy. Mnie się jednak bardzo podobało i chętnie wróciłabym na Maltę w czasie karnawału z córką – olbrzymie trucki czy postaci z kreskówek Disneya z pewnością by jej się spodobały.

Screen Shot 2019-03-25 at 10.51.04

 

Valletta

Miasto zwiedziliśmy spacerując po centrum, uciekając tłumom i odkrywając hotele i ich tarasy na dachach oraz smaki w licznych, tętniących życiem restauracjach. Sama Valletta zachwyciła nas swoją zabudową z piaskowca, która pięknie kontrastowała z błękitnym morzem i niebem. Wąskie uliczki starego miasta przypominają pagórkowate San Francisco w mini wersji – urocze schody, falująca zabudowa i wszędzie restauracyjki czy puby w londyńskim stylu. Gdzieniegdzie dopatrzycie się też znanych ze stolicy Wielkiej Brytanii czerwonych budek telefonicznych. Moim odkryciem były z kolei balkony maltańskie.

Jak zaczęliśmy naszą podróż w stolicy Malty? Od lunchu w restauracji D’Office. Miało być lokalnie, więc zdecydowałam się na faszerowanego królika – był bardzo smaczny, ale przyznam, że podjadałam mężowi świetnie zrobione, mięciutkie kalmary, jakby w cieście francuskim. Najedliśmy się tak bardzo, że zabrakło chęci na kolację, za to wybraliśmy się do baru w hotelu La Falconeria – w barze zahipnotyzowała mnie sprawiająca wrażenie trójwymiarowości podłoga, a przy okazji dowiedzieliśmy się, że jest on często stadium wyjściowym do wybornej kolacji w restauracji w L’Artiglio. Drugi dzień spędziliśmy w wiosce rybackiej, ale po powrocie do domu mijaliśmy restaurację za restauracją i tak stwierdziliśmy, że tym razem bez kolacji nie kładziemy się spać. Czytałam w kilku miejscach o restauracji Rubino, ale była zamknięta (kolejnego dnia również), więc zupełnie bez rekomendacji trafiliśmy do Capistrano – skusił nas wygląd miejsca i menu, które widniało przed wejściem. Znów był problem ze stolikiem (a przecież był to początek marca – fakt, że czas karnawału, ale co tu się musi dziać w trakcie wakacji), ale znów się udało. Na naszym stole wylądował talerz kalmarów i ultra miękkich krewetek, który był tak dobry, że pół porcji zamówiłam jeszcze na deser. Na danie główne zdecydowaliśmy się na półkrwistą kaczkę – to kolejny maltański przysmak.

Kolejny dzień zaplanowaliśmy w Mdinie, ale po drodze z hotelu na autobus wybraliśmy się do Upper Barakka Gardens – to bardzo urokliwe miejsce z kawiarnią w samym sercu i pięknymi widokami na Grand Harbour (port w Valletcie) i fort w miasteczku Birgu.

Ostatniego dnia zdecydowaliśmy się na błogie lenistwo i na kulinarną ucztę – najpierw cieszyliśmy się słońcem na dachu hotelu Palais Le Brun, a następnie za rekomendacją hotelu wybraliśmy się na posiłek doskonały – na 2 talerze owoców morza w Palazzo Preca. Posiłek w nieco przytłaczającym pałacowym wnętrzu, gdy na dworze świeciło wiosenne słońce, został wynagrodzony smakami: ośmiornicy, kalmarów, krewetek, ryb a nawet smażonych ostryg. Resztę dnia spędziliśmy w kawiarni Caffe Cordina na placu przed Biblioteką Narodową – wtopiliśmy się w tłum i uzupełniliśmy doskonale: ja popijałam kawę, a potem aperol spritz, zaś mąż degustował lokalne słodkości.

IMG_6326

Screen Shot 2019-03-25 at 11.04.54

Screen Shot 2019-03-25 at 11.37.13

IMG_6316

Screen Shot 2019-03-25 at 11.38.37

 

 

Marsaxlokk

Drugiego dnia, w niedzielę, wyruszyliśmy do Marsaxlokk na targ rybny. Oczywiście autobusem, za 1,50 Euro (bezpośredni kosztuje 3 Euro). Samo miasteczko nie rzuciło mnie na kolana, tłum turystów też nie pomagał, ale kołyszące się na wodzie łódki, intensywny zapach świeżych ryb, a także rynek, na którym znajdziemy od karczochów i truskawek po ciuchy każdej wielkości i fasonu oraz elektronikę, miały swój urok. Udało mi się nawet kupić kartę do nagrania filmiku na Youtube (nasz kanał znajdziesz TU). Główny powód naszego przyjazdu do tej rybackiej wioski był jednak inny. Lokalna przewodniczka Aga (przeczytaj, co poleca na Malcie TU) poleciła nam restaurację, którą zarekomendowała jako najlepszą na owoce morza na całej wyspie. Niestety, gdy dotarliśmy do Terrone około 12:00, wszystkie stoliki na najbliższe 2 godziny były już zajęte. Wiem, że to trochę wcześniej, jak na lunch, ale jadło już całe miasto – wzdłuż nabrzeża, wśród alejki restauracji ze stolikami na zewnątrz, trudno było wypatrzeć jakiekolwiek wolne miejsce. Kilka sztuczek i udało się wynegocjować stolik na godzinę. Dziewczyny z Japonii jadły obieraną przy stoliku dużą rybę, stolik chichoczących Włochów zamówił różne przystawki z owoców morza, a ostrygi zapijał prosecco, my zaś zjedliśmy pyszną ośmiornicę na puree z soczewicy – jedną z najlepszych, jakie jadłam w życiu. Było pysznie, więc posileni lunchem udaliśmy się na spacer po miasteczku. Zaraz obok Terrone znajduje się dom z kolorowymi drzwiami, które z pewnością są Instagramowym hitem miasteczka (zapraszam na nasz Instagram KLIK).

 

marsa2
Screen Shot 2019-03-25 at 12.53.55

marsa

terrone

marsaxlokk

 

 

Mdina

Trzeciego dnia mieliśmy w planie Mdinę – Miasto Ciszy. Do Mdiny pojechaliśmy autobusem (wszystkie odchodzą z tego samego miejsca i tak, znów zapłaciliśmy 1,50 Euro). Ciche miasto jest ciche chyba tylko poza sezonem – w wąskich uliczkach i na uroczych pjazza było spokojnie, ale turystów nie brakowało. Nie wiem, co tu się dzieje w sezonie. Największą atrakcją średniowiecznej Mdiny jest spacerowanie właśnie tymi wąskimi, zacienionymi przez wysokie mury uliczkami, wsłuchiwanie się w echo i ducha historii wyspy, a także poszukiwanie śladów życia prawdziwych mieszkańców, a jest ich niewiele ponad 200 osób. Jeśli zastanawiacie się, czego spróbowaliśmy w Mdinie, to powiem wam, że nas samych to też zaskoczyło – w Don Mesquita degustowaliśmy talerze przekąsek greckich i owoców morza.

Mdina okazała się także idealnym miejscem do robienia zdjęć – my zrobiliśmy kilka zdjęć na Instagram i do serii „co spakowałam do walizki” w total looku Acephala.

IMG_6404

IMG_6399

Screen Shot 2019-03-25 at 12.21.41

 

Podróżowanie po Malcie

Malta jest niezwykle łatwa w podróżowaniu – 1,50 Euro i dojeżdżamy autobusem z lotniska do samego serca stolicy wyspy – Valletty. Jednym z dwóch języków urzędowych jest angielski, więc komunikacja przynajmniej dla mnie jest dużo prostsza niż na przykład na położonej niedaleko Sycylii (chętni mogą wybrać się na jednodniowy rejs ze zwiedzaniem Taorminy).

Na Malcie obowiązuje ruch lewostronny, warto o tym pamiętać wypożyczając samochód. My zdecydowaliśmy się korzystać z autobusów, które łączą główne punkty jak Valletta czy lotnisko z resztą wyspy. Przejazd kosztuje 1,50 Euro, natomiast jeśli chcecie skorzystać z linii przyspieszonej (oznaczonej X, zatrzymuje się na mniejszej ilości przystanków) to za bilet zapłacicie podwójnie. Więcej informacji o lokalnym transporcie znajdziecie TU. Zarówno w przypadku przemieszczania się autobusem, jak i samochodem, warto pamiętać o korkach, które są na wyspie nie tylko podczas karnawału.

 

Kiedy się wybrać na wyspę

To zależy, jaki jest główny powód waszej wizyty na wyspie. Malta słynie z ponad 300 słonecznych dni w roku, a najwięcej deszczu spada od listopada do lutego, to także okres najmniej turystyczny, kiedy ceny są nieco niższe. W marcu czeka na was karnawał i wiosenna pogoda, ale wciąż możecie trafić na opady. Generalnie najlepszy pod kątem zwiedzania wydaje się być kwiecień, a sezon na plażowanie i pływanie rozpoczyna się na Malcie w maju. Od czerwca jest coraz więcej turystów – a jeśli nie lubicie tłumów i upałów – najlepiej odpuśćcie sobie podróże w szczycie sezonu, to jest od lipca do połowy września. Druga połowa września i październik to wciąż piękna pogoda pozwalająca na kąpiele, ale jest już nieco chłodniej (często powyżej 25 stopni) i przede wszystkim mniej tłoczno.

 

Gdzie spać

My zdecydowaliśmy się przez cały nasz pobyt zostać w Vallettcie i absolutnie tego nie żałuję. Miasto jest super, a transport w inne części wyspy bezproblematyczny. Tu możemy wam polecić dwa bardzo stylowe, ale też nieco różne hotele – łączy je wspaniała jakość, tarasy na dachu z pięknymi widokami i maltańskie balkony, a dzieli styl, w jakich urządzone są wnętrza. Palais le Brun to pięknie odnowiony barokowy pałac, a recenzję z naszego pobytu możecie przeczytać TU. Z kolei La Falconeria to barokowa architektura w klasycznym, nieco minimalistycznym wydaniu. Artykuł o hotelu już wkrótce w zakładce STYLISH hotels.

Jeśli jednak wybieracie się na wakacje z rodziną, może warto wynająć coś w pobliżu pięknej plaży – fajne zestawienie przygotował The Telegraph – pomocny może się okazać booking.com.

IMG_6330

IMG_6385

 

Wesprzyj nas na www.patronite.pl/intopassion – zostań patronem naszej gazety, bloga, a także kanału na youtube (wpłaty od 5zł, można jednorazowo).

Śledź nas także na FB: intopassion i IG: into_passion

Submit a Comment