Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Grudzień 8, 2016

Scroll to top

Top

No Comments

Rycerstwo jako pasja i sposób na życie

Rycerstwo jako pasja i sposób na życie
IT IS YOUR LIFE JUST TAKE IT

Kiedy tak teraz rozmyślam kreśląc w głowie słowa, widzę, że moja pasja nie wzięła się znikąd. Każda myśl rodzi się i tworzy z marzeń gdzieś głęboko schowanych w sercu. Szczerze powiedziawszy tak naprawdę nie jestem pewien czym jest moja pasja i jak ją zakreślić żeby precyzyjnie opisać to co mnie otacza – wszystkie uczucia, od radości pełnej spełnienia aż po smutek czy zniechęcenie. Fascynujące jak wiele kryje się w robieniu czegoś co jest tak ważne, to jest jak przelewanie swojego życia w zupełnie inny świat.

Moja droga zaczęła się bardzo wcześnie. Od dziecka wiedziałem, że moje podejście do życia jest wyjątkowe – cały czas uśmiechałem się do świata. Zadawałem pytania dzięki, którym poznałem co jest dla mnie najważniejsze w życiu i mogłem świadomie podejmować decyzje dotyczące przyszłości.

Wracając do dzieciństwa szczególnie wspominam kilka rzeczy – seriale Tajemnice Sahary, Szoguna, Bajki He-Man, Conan i książka „Koń i jego chłopiec”. Nawet po tylu latach lubię do nich wracać. W tle mojego dzieciństwa i dojrzewania przeplatała się Fantastyka, która prawdopodobnie nakierowała mnie na obecną drogę. Wraz z upływem czasu dochodziły kolejne postaci, które mnie ukształtowały – takie jak Achilles i Aleksander Wielki. Zawsze było dla mnie ogromnie ważne w życiu, aby mieć wzorce, które będę podziwiał, ich siłę do realizacji marzeń i chęć tworzenia świata.

Dorastałem poszukując sportu, w którym odnajdę siebie, trenowałem sprawność, kondycję i sporty walki próbując znaleźć swój styl. Z czasem zacząłem wprowadzać do treningów białą broń. Zdarzało się, że trening zaczynałem rano, a kończyłem wieczorem. Muszę przyznać, że było to dla mnie bardziej katorgą niż rozwojem. Mimo wszystko dziś ogromnie mi to pomaga.

Rycerstwo jest nie tylko moją pasją, ale też sposobem na życie. Realizuję siebie i próbuję zaprezentować światu rycerskie wartości. Dla mnie bycie rycerzem to walka z własnymi słabościami, chodzenie pod wiatr. Jestem marzycielem, bo jak inaczej mógłbym próbować zmienić świat pokazując, że można żyć inaczej?

Z prawdziwym rycerstwem i ubieraniem strojów poznałem się dopiero w 1999 roku, choć podświadomie od zawsze wiedziałem, że chcę mieć swojego konia i miecz. Pamiętam dzień, w którym mój brat wrócił do domu oznajmiając, że w Leśnym Parku odbywa się rekonstrukcja, w której uczestniczą rycerze. Za chwilę już byliśmy na miejscu (na myśl o tym wspomnieniu zdaję sobie sprawę, że nigdy nie podziękowałem mu za pasję, która wtedy się we mnie zrodziła). Poszliśmy tam sprawdzając się w różnych konkurencjach, jeden z rycerzy po kilku słowach rozmowy zaproponował żebym się zapisał. Pomyślałem czemu nie, przecież mam jeszcze trochę wolnego czasu. I tak zapisałem się do jednego z Bractw Rycerskich (wciąż mam wycinek z gazety z tamtego dnia).

Spodobało mi się to bractwo rycerskie – oprócz walki były głębsze wartości – takie jak kultywowanie tradycji i patriotyzmu. Przychodziłem na treningi, walczyłem i poznawałem historię.

Z czasem okazało się, że ta grupa jest jedną z wielu wśród takich bractw, należy do większej organizacji tak zwanej Kapituły Rycerstwa Polskiego, która powstała w 1995 roku w gdańskim Dworze Artusa. Tam też spisano Regułę Rycerską, a więc zbiór zasad, które rycerz powinien wyznawać, to jest drogowskaz dla wielu takich jak ja.

Czasem uśmiecham się myśląc, że żyłem przed rycerstwem. Jest w tym odrobina prawdy, ponieważ pierwszy turniej został zorganizowany kilka tygodni przed moimi pierwszymi urodzinami w Golubiu-Dobrzynie. Żałuję, że nie poznałem osobiście pana Zygmunta Kwiatkowskiego ówczesnego kasztelana tamtego zamku, choć dziś mam zaszczyt znać jego syna.

Stałem się jakby częścią wielkiego planu – razem z przyjaciółmi pokazywałem nasz świat dzieciom i dorosłym w różnych ośrodkach, szkołach, kościołach, imprezach i świętach.

Wiara w tym wszystkim jest ogromnie ważna, w końcu rycerstwo było stworzone dla obrony wiary. Nawet jeśli ktoś jest ateistą wie, że rycerz to mężczyzna, chrześcijanin i wojownik konny. Szczęście nie ma zbyt wiele do mówienia – wiem, że jest wyższa siła patrząca na mnie z moim aniołem stróżem.

Z czasem sam zostałem w bractwie miecznikiem ucząc innych szermierki. Lubię patrzeć na drobne radości i rozwój podopiecznych, nawet jeśli jestem ogromnie zmęczony siadam czasem obok przypadkowych dzieci rozmawiając. Takie chwile ogromnie mnie rozwijają, przecież tak naprawdę robię to też dla innych. Te spojrzenia, uśmiechy i czasem spontaniczne oklaski to ogromna motywacja i jakby nagroda za cały trud. Jak powiedziała mi jedna ważna osoba przy moim pasowaniu – „prawdziwy rycerz przegląda się w oczach innych”, świat bez ludzi nie istnieje trzeba patrzeć na boki, rozumieć swoje miejsce i je akceptować.

Mijały lata, zmieniały się miejsca, a ja z czasem zostałem kasztelanem grupy, w 2005 roku otrzymałem pas rycerski w katedrze. To było pierwsze takie wydarzenie w moim mieście od czasów historycznych. Warto wiedzieć, że polskie linie pasowań są kontynuacją prostą od zachodnich władców. Rok później zostałem przyjęty do Chorągwi Hetmańskiej, do której należy grupa rycerzy najbliższych Hetmanowi (najważniejszemu człowiekowi w Kapitule Rycerstwa Polskiego), jej skład nigdy nie przekroczył piętnastu osób. Chorągiew Hetmańska stanowi swoistą „ochronę prezydenta”. Co więcej, zostałem „niosącym chorągiew”, Hetmańską i Kapituły Rycerstwa Polskiego (rekonstruując XV wiek) i  chorążym (w XVII wiecznym odpowiedniku tejże grupy). Choć nie jest łatwo poruszać się z symbolem całej grupy, nigdy nie daję sobie jej wyrwać z dłoni. Raz złamałem kopię pod naporem wiatru, łapiąc szybko końcówkę drzewca galopowałem dalej, innym razem ściągnęła mnie z siodła. Do dziś śmieją się za mnie wspominając jak obróciłem się w galopie na bok konia i tak jadąc chwilę upadłem trzymając kopię. Cieszę się, że jestem chorążym, ponieważ to zaszczyt i przywilej, a także wspomnienia, które nie są dane nikomu innemu.

Nie bez zasługi jest mój koń, bez niego nie osiągnąłbym tak wiele, to on mnie niesie wiatrem. Wiele ich było, a także ogrom naszej wspólnej pracy. Pamiętam każdy koński temperament i niestety, prawie wszystkie ich imiona, nawet tych daleko w świecie –  mówią, że można zapomnieć imię kobiety, lecz nigdy konia.

Dla konia można zrobić wszystko. Ja dla jednego z nich – Parola, wymieniłem zbroje na lepszej jakości, dużo lżejszą i wytrzymalszą, kiedy to w 2010 roku na polach Grunwaldu widziałem jak poci się pianą, w trakcie strasznego upału. Zostawiłem wtedy wszystko wziąłem bezpłatny urlop i pojechałem za granice pracować na budowie. Co tydzień lub dwa wracałem na weekend żeby pojeździć konno i spotkać się z przyjaciółmi. Człowiek jest takim specyficznym stworzeniem, że jeśli czegoś naprawdę pragnie zrobi wszystko, aby to osiągnąć.

Dziś to wszystko mocno się rozwija, poznałem wielu różnych ludzi i wiele marzeń. Mamy za sobą wiele dróg, a wszyscy jesteśmy przyjaciółmi i stanowimy wielką rodzinę. Każdy może znaleźć miejsce dla siebie, wśród nas jest ogrom rzemieślników, wiele na początku robiło się samemu. Własnoręcznie wytwarzałem przeróżne elementy stroju, składałem tysiące kółek w kolczugi, szyłem i budowałem meble, nawet kułem swego czasu w kuźni kształtując stal w ogniu. Zawsze uwielbiałem tworzyć i budować (za tę umiejętność dziękuję mojemu tacie. To jego zasługa). Trzeba wszystko odtworzyć jak najbardziej realnie – Każdy element stroju, mebli  ówczesnego życia, nawet potrawy czy zwykły chleb. Skłamałbym mówiąc, że wiem już wszystko. Chwilami nie jestem w stanie objąć obecnego życia, a co dopiero zrozumieć postrzeganie świata przez tamtych ludzi. Choć tak naprawdę potrzeby niewiele się zmieniły – nadal pragniemy kochać, spełniać marzenia i mieć dach nad głową.

W rekonstrukcji historycznej najpiękniejsze jest to, że nie da się zatrzymać, można ciągle odszukiwać nowe okresy historii. Mam ich już kilka, zaczynałem od XV wieku, następnie  XVII kiedy to na Grunwaldzie Hetman powiedział, że marzy mu się XVII wiek. Zgodziliśmy się i w kolejnym roku skarbonki znów były puste. Kolejny był XVI wiek i turnieje kopijnicze (ścieranie się na kopie dwóch konnych, tzw. Jousting).  Dziś po ostatnim weekendzie znów się zastanawiam nad II Wojną Światową. Najbardziej odpowiada mi rekonstrukcja Cichociemnych, ich honor i odwaga jest bliski rycerskości. Są jeszcze wojny Napoleońskie (szykuje się wyjazd na rocznice bitwy pod Waterloo). Niecały miesiąc temu wszedłem w wiek XIII, chyba jeden z najpiękniejszych – początek rycerstwa, wiara spleciona z miłością. Rycerz zawsze musiał nosić miłość w sercu, znajdować obiekt i wzdychać starając się zdobyć cały świat. Prawda jest taka, że bez kobiety mężczyzna nie istnieje, jakbyśmy nie mówili to właśnie kobiety nas motywują.

Zawsze dziękuję za wszystko czego się nauczyłem od tych najbliższych. Czasem szukam jadąc konno jednego spojrzenia, a potem daję z siebie wszystko próbując oddać je w chwili jakby zawieszonej poza całym światem. Dodaje mi to sił, choć wyłączam się wtedy zupełnie.

Patrząc na cały rycerski świat wiem, że nie jestem nikim szczególnym, jest nas tak wielu. To, że czasem wygram jakiś znaczący turniej niczego nie zmienia. Staram się iść dalej i wyżej nie zatrzymując się na dzisiejszym zwycięstwie, bo to dla mnie tylko jeden schodek całego życia.

Rycerstwo wymaga ogromnej determinacji do działania. Widząc wielki cel poszukuję drobnych radości, które pomagają dążyć do jeszcze większej perfekcji w działaniu i zrozumieniu świata. Moja pasja to ciągła walka z samym sobą, swoimi słabościami, możliwościami fizycznymi czy ze zwykłym zmęczeniem, ubieranie kilogramów i bardzo dynamiczna walka. Rycerstwo to ogromny wysiłek i straszna katorga, godziny wysiłku i potu. Często nie mam nawet siły nic mówić.

Mimo wszystko moja pasja to nie jest cały mój świat, muszę odnajdywać w tym wszystkim miejsce na zwykłe życie. Mam kilka mniejszych pasji, które pozwalają mi odpocząć, kto wie może i kiedyś przerosną rycerstwo. Pośród tych małych pasji jest choćby wspinanie, które zacząłem uprawiać żeby wzmocnić zerwany mięsień czworogłowy pleców, ponieważ  nie mogłem czekać w kolejce na rehabilitację. Pamiętam jak jechałem z tym zerwaniem ponad dwa tysiące kilometrów,  ledwo kręcąc kierownicą.  Czasem kiedy muszę coś zrobić chcę wierzyć, że kieruje mną odwaga, chęć dogonienia swojej legendy, choć nie jestem pewien czy to już nie głupota.

Rycerstwo to też radość z podróżowania, nawet jeżeli jadę kilka dni gdzieś bardzo daleko. Wszystko jest tak bardzo niesamowite. Tyle różnych miejsc, o których dziś już czasem nie pamiętam, każde odkrywało swój niepowtarzalny świat w zamian za krople potu. Mam wiele wspomnień – choćby podróż łódką Wisłą a dalej Nogatem w zbrojach na oblężenie Malborka, która dała mi mnóstwo radości. Ale pamiętam też inne uczucia – jak niepewność czy ominie mnie ogromne stado rozpędzonych koni na bezkresnym polu, na starość – na pewno będę miał co opowiadać.

Jeśli mam pisać o całej mojej pasji, muszę też pamiętać o wszystkich, którzy mi pomagają, uczą i są przy mnie w potrzebie. Chciałbym im wszystkim podziękować.

Wiem, że pasja dla mnie jest niczym kobieta – nieprzenikniona i pełna zagadek, ciągle mnie zaskakuje i otwiera nowe drzwi prowadząc jak małe dziecko.

Chyba prawdziwą pasją jest życie i ciągłe poszukiwanie, niewiedza co spotka mnie jutro.  Chciałbym żeby kiedyś znalazła się choć jedna osoba która będzie mogła powiedzieć, że byłem dla niej inspiracją.

Kończąc powiem, że rycerstwo to bardzo dziwna pasja. Wielu jest takich, którzy chcą zapłacić by choć na chwilę przenieść się w świat rycerski – mówię im wtedy, nie płać więcej, chodź ze mną, zmień swój świat. Na konia i za horyzont.

FacebookTwitterPinterest

Submit a Comment