Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Grudzień 4, 2016

Scroll to top

Top

No Comments

Wymiana, praktyki, studia za granicą!

Wymiana, praktyki, studia za granicą!
intopassion

Studia za granicą przynoszą wiele korzyści – nowe wyzwania, cenne umiejętności. Co jeszcze? Postanowiliśmy zapytać młode osoby, które zdecydowały się na studia za granicą jak wygląda zwykły dzień z perspektywy studenta. Mieszanka kultur i osobowości. Każda z nich studiowała odmienne kierunki, każda zetknęła się odmiennymi problemami. Jak wspominają ten czas?

Nauka języka, nauka nowych umiejętności i przede wszystkim szkoła życia, tak w skrócie opisać można wymiany studenckie. Studenci wybierają różne kierunki, od najbardziej egzotycznych, po te bliższe. Nie da się ukryć, że każdy wyjazd wiąże się ze zdobyciem cennego doświadczenia, nawiązaniem licznych kontaktów i przede wszystkim niezwykłych wspomnień! Studencką podróż rozpoczynamy od Filipin.

Joanna Radzimska – na wymianę studencką wybrała się na Filipiny

Studentka Zarządzania na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. W ramach programu stypendialnego spędziła kilka miesięcy w Niemczech, brała udział w kilku projektach współfinansowanych ze środków Unii Europejskiej (m.in. Włochy i Turcja). Wakacyjny Ambasador na Filipinach w 2012 roku. Następne pół roku spędzi w Korei Południowej, gdzie w ramach wymiany międzyuczelnianej będzie studiować na jednej z lepszych uczelni w tej części Azji.

„Od długiego czasu marzyłam o tym, żeby odbyć staż poza granicami naszego kraju. Skorzystałam z pomocy jednej z organizacji studenckich, znajdując w jej bazie ofertę, która od razu zwróciła moją uwagę. Na Filipinach poszukiwano Wakacyjnego Ambasadora Polski.  Bez wahania wysłałam zgłoszenie, uzyskując po kilku dniach wiadomość o pozytywnym rozpatrzeniu mojej kandydatury. Tak zaczęła się największa przygoda, która na już na zawsze odmieniła moje życie.

Na Filipinach spędziłam ponad sześć tygodni prowadząc w tamtejszych szkołach i na uniwersytetach wykłady z zakresu zarządzania międzykulturowego a także o Polsce, Europie i globalizacji. Bardzo szybko musiałam odnaleźć się w zupełnie innej rzeczywistości, wśród nowo poznanych ludzi  z różnych kultur. W moim projekcie brało udział około dwudziestu młodych Ambasadorów z całego świata. Większość czasu spędziliśmy w Manili. Nie można było nie zauważyć wszechobecnego ubóstwa, które widoczne było niemalże na każdym kroku. Często zdarzało nam się prowadzić zajęcia w szkołach bez prądu.. Pomimo takich warunków życia,  Filipińczycy uznawani są za najszczęśliwszy naród świata i choć nie mają wiele to potrafią cieszyć się z najmniejszych rzeczy. Tego samego uczą też odwiedzających ich obcokrajowców.

Czas wolny poświęcaliśmy na podróże po Filipinach. Udało nam się być w wielu niesamowitych miejscach. Będąc na wyspie Bohol widzieliśmy  Tarsiers- urocze zwierzątka wielkości pięści z ogromnymi oczami i aksamitnym futerkiem.. Fenomenalne widoki tarasów ryżowych czy słynnych Czekoladowych Wzgórz zapierały dech w piersiach i na pewno na długo pozostaną w naszej pamięci. Wrażenie robiły także zadbane plaże z delikatnym piaskiem, które nie bez powodu uznawane są za najpiękniejsze w tym regionie świata.

Polecam każdemu podobne wyjazdy, gdyż z cła pewnością jest to niesamowite doświadczenie, które daje możliwość zdobycia nie tylko doświadczenia zawodowego, lecz także cennych kontaktów. Oferowane programy praktyk umożliwiają pogłębienie zdobytej wiedzy na studiach a także wykorzystanie jej w praktyce poznając kulturę w międzynarodowym środowisku pracy. Gwarantuję, ze  decydując się na  pierwszy tego rodzaju zagraniczny wyjazd, można być niemal pewnym, ze nie będzie on  naszym ostatnim.”

 

Maria Janik – postanowiła wybrać Walencję

Maria Janik studiuje na Uniwersytecie Ekonomicznym, od kilku lat uczy się hiszpańskiego. Jej marzeniem od zawsze była podróż do Hiszpanii, teraz kiedy je zrealizowała, marzy o następnych wyjazdach. W Hiszpanii spędziła 5 fantastycznych miesięcy w ramach programu Erasmus, na uczelni Universitat de Valencia. Lubi oglądać filmy Almodovara i czytać książki Zafona w oryginale – tam odnajduje prawdziwą Hiszpanię.

” Wyjazd na Erasmusa, to poza oczywistymi nowymi przyjaźniami, imprezami do białego rana i kontaktem z wielokulturowością, okno na świat. Taki wyjazd, kilka miesięcy spędzonych w innym kraju, poszerza horyzonty. Wymiana studencka przede wszystkim tym różni się od zwykłego wyjazdu na wakacje, że niejako zmusza do otwarcia się, do radzenia sobie z językiem i wszelkimi przeciwnościami. Zmieniają się poglądy, zmienia się postrzeganie rzeczywistości a nawet odległości w świecie – okazuje się że Hiszpania to rzut kamieniem z Wrocławia, może Bogota jest nieco dalej, więc czemu by się tam się wybrać do znajomych, których poznało się w Hiszpanii? Dlaczego Walencja? Bo to miasto pełne kontrastów, wielokulturowe, z bogatą historią, kultywujące tradycje, a jednocześnie tak nowoczesne. Jest wszystko, czego potrzeba studentom na wymianie: szeroka plaża, ciepłe morze, kluby, zielone parki i gwarne centrum, oraz organizacje studenckie dbające o to, by ‚Erasmusom’ było w Walencji jak najlepiej.”

 

Diana Danielczyk – Madryt

Studentka warszawskiego AWF’u na kierunku turystyka i rekreacja.Korzystając z możliwości oferowanych mi przez uczelnie macierzystą wyjechałam na półrocznego Erasmusa do Madrytu.

„Ciężko w paru zdaniach opisać pół roku życia, szczególnie jeśli czas ten spędziło się prawie 3 000 km od rodziny i przyjaciół, w wieku 21 lat wreszcie odrobinę się usamodzielniając. W Madrycie znalazłam się poniekąd przez przypadek. Po obejrzeniu Hannibala zafascynowana Florencją, właśnie tam chciałam udać się na Erasmusa. Popełniłam jednak, jak się później okazało, nieodwracalny błąd podczas wypełniania dokumentów kwalifikacyjnych. Pomyłka ta zaprowadziła mnie do fascynującego miasta, mającego do zaoferowania nieskończoną liczbę możliwości na spędzenia niezapomnianych (a niekiedy zapomnianych) nocy.

 Podczas wyjazdu napotkałam liczne problemy. Pierwsza poważna komplikacja pojawiła się, gdy zostałam poinformowana, że wszystkie zajęcia na moim kampusie odbywają się po hiszpańsku, nie natomiast jak się spodziewałam po angielsku. Zważywszy na poziom mojego hiszpańskiego, w tamtym momencie pozwalający mi jedynie się przedstawić, nie zareagowałam na tę informację zbyt entuzjastycznie. Postanowiłam jednak, jak zwykle zawierzyć w moje nieodłączne szczęście, które tym razem postawiło na mojej drodze uroczą, pomocną Zuzię, Polkę od dwóch lat studiującą w Hiszpanii, która była dla mnie przez cały wyjazd źródłem ogromnego wsparcia.

 Ciężko mi porównywać poziom Erasmusa w Hiszpanii z tym, czego można się spodziewać po Erasmusie w Polsce. Jeśli chodzi o zakres dydaktyczny, mogę jedynie pokusić się o porównanie uczelni na których studiowałam. Na pewno przewagą Warszawskiego AWFu są studenci specjalnie oddelegowywani do opieki nad Erasmusami, czego nie doświadczyłam w Hiszpanii. Ponadto dla osób operujących jedynie językiem ojczystym i angielskim możliwość porozumienia się w Polsce jest znacznie większa. Hiszpanie niechętnie,  czy może nieskutecznie uczą się języków obcych. Znaczącą przewagą Hiszpanii jest jednak całokształt tego miejsca, czyli klimat, jak również bardzo otwarci i serdeczni ludzie. ”

 

Agnieszka Łozowska – Gwatemala

Studiuje Finanse i Rachunkowość na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Interesuje się podróżowaniem, sportem (tenis, pływanie, narciarstwo). Od wielu lat gra na pianinie a jej konikiem są języki obce (hiszpański, angielski i niemiecki).

Na możliwość wyjazdu do Gwatemali wpadłam zupełnie przypadkowo. Chcąc spędzić aktywnie wakacje zdecydowałam się skorzystać z ofert wolontariatu organizacji AIESEC. Znajomość hiszpańskiego otworzyła przede mną możliwości wyjazdu do Ameryki Południowej, i pomimo iż pierwotnie chciałam wyjechać do Argentyny lub Peru, to właśnie w Gwatemali znalazłam ofertę pracy która najbardziej mi odpowiadała.Bez chwili wahania zdecydowałam się na wyjazd i dwa tygodnie później byłam już w podróży.

Program wolontariatu trwał 6 tygodni. Moja praca polegała na usprawnieniu procesów administracyjnych w organizacji pozarządowej zajmującej się dziećmi specjalnej troski. Ośrodek składał się z wielu małych budynków, z czego jeden z nich przeznaczony był na zakwaterowanie wolontariuszy. Mieszkałam tam ja, moja współlokatorka z Brazylii, a w drugim pokoju dwie studentki psychologii z Gwatemali. W sąsiednich domkach mieszkały dzieci z ośrodka, które z początku podchodziły do nas dosyć nieufnie, lecz z biegiem czasu otworzyły się i zadawały mnóstwo pytań dotyczących naszych krajów. Nigdy nie zapomnę zdziwienia dzieci na fakt, że nie mamy w Polsce wulkanów (w Gwatemali jest ich kilkadziesiąt, z czego około 10 uznaje się za aktywne – a to tak niewielki kraj!)

W każdy weekend studenci organizacji AIESEC zapewniali nam (mi oraz mojej współlokatorce) wycieczki do najważniejszych miejsc, m. in.: nad jezioro Atitlan, o którym legenda głosi iż na jego dnie znajduje się zalane miasto Majów, do miasta Xela (Quetzaltenango), otoczonego wulkanami, do miasta Tikal – największego miasta Majów; wspinałyśmy się na wulkan Pacaya, pływałyśmy w gorących wulkanicznych źródłach… Nie poznawałyśmy kraju w sposób, w jaki robią to wycieczki turystów z przewodnikami. O kulturze opowiadali nam koledzy z organizacji lub z pracy,  a żyjąc w tym kraju przez tyle czasu mogłyśmy go zaznać „od środka” – nie od strony turysty, lecz od strony mieszkańca.

Doświadczenia jakie zdobyłam podczas tego programu nie zastąpiłabym żadnym innym. Zostając w Polsce nie zdobyłabym doświadczenia zawodowego w języku hiszpańskim; nie przeżyłabym tak niesamowitych przygód (nie doświadczyłabym na przykład trzęsienia ziemi, które jest na tyle małe by nie wyrządzić żadnych szkód, lecz dla nowicjusza jak ja – mrozi krew w żyłach!); nie udowodniłabym sobie, że jestem samodzielna, że potrafię się odnaleźć w nowym towarzystwie, nie znając wcześniej nikogo – a zawarte przyjaźnie zostaną na całe życie. Wyruszając samotnie w taką podróż trzeba wykazać się odwagą, ale naprawdę warto – jest to szansa na poznanie samego siebie.

Jadąc tam nie byłam pewna, czy nie zostanę sama. Czy na pewno ktoś odbierze mnie z lotniska (a podróż, razem z „noclegiem” na lotnisku La Guardia w Nowym Jorku trwała 37 godzin!). Lecz pomimo wszelkiego ryzyka podejmowanego w trakcie takiego wyjazdu, naprawdę warto się zdecydować.”

 

Agata Czajkowska – Hong Kong

Studiowała na Akademii Leona Koźmińskiego. Uwielbia podróżować, dlatego postanowiła wybrać się na półroczną wymianę do Hong Kongu.

„Dlaczego wybrałam Hong Kong? Mój tata jest zafascynowany kulturą azjatycką i po części zaraził mnie swoją pasją. Przy wyborze uczelni na wymianę brałam pod uwagę tylko te, które znajdowały się w Azji. Chciałam poznać zupełnie inną kulturę. Miałam na tyle szczęścia, że udało mi się pojechać właśnie do HK, a HKUST to niesamowita uczelnia. 

Jeżeli miałabym porównać poziom studiów w Polsce a w  Hong Kongu czy innych Europejskich i Amerykańskich uczelniach, to tam stawia się przede wszystkim na praktykę, mnóstwo case-ów, prezentacji i pracy w grupach. To jest głównych różnic, która pozwala na rozwijanie zupełnie innych umiejętności, niż uczenie się reguł na pamięć. Ludzie po takiej uczelni są bardziej przygotowani, aby zacząć profesjonalną karierę w biznesie, potrafią współpracować w grupie, są bardziej otwarci. Nie wiele uczelni w Polsce podchodzi do edukacji wyższej w ten sam sposób. Dzięki studiom w Hong Kongu miałam okazję poznać bliżej kulturę azjatycką, a co najważniejsze zawrzeć przyjaźnie z ludźmi z całego świata. Nauczyłam się przede wszystkim żyć w zupełnie innej kulturze, co dla Europejczyka stanowi spore wyzwanie.”

 

Martyna Oleszyńska – Montreal

Studentka na kierunku Zarządzanie w Szkole Głównej Handlowej. Na wymianę studencką wybrała Montreal. Interesuje się fotografią, modą, projektowaniem wnętrz, designem i podróżami.

„Montreal jako miasto jest idealnym miejscem na wymianę studencką, znajdziemy tu przede wszystkim mnóstwo restauracji, barów, klubów, jest tyle różnych miejsc, że nawet jak bym codziennie chodziła gdzie indziej to nie dałoby się wszystkiego zobaczyć. Moim ulubionym miejscem była mała restauracja Mai Xian Yuang na St. Laurent Blvd, w której menu można znaleźć tylko chińskie pierożki, ale najpyszniejsze na świecie! Poza ścisłym centrum Montreal ma niską zabudowę, jest bardzo zielony, a w parkach często są otwarte darmowe baseny więc nawet będąc w mieście można miło spędzić upalny dzień. Dwie rzeczy które mnie najbardziej zdziwiły: fakt, że przyjęte jest by dosłownie za wszystko dawać napiwki, oraz lokalna potrawa – le poutin czyli frytki z brązowym sosem i kawałkami sera, które jest tak popularna, że ma swoja wersję nawet w sieciówkach typu McDonalds.

Montreal jest idealnym miejscem na wymianę – sama Kanada jest przepiękna szczególnie jesienią. Bardzo blisko jest też do Bostonu i Nowego Jorku, a tanio można również wybrać się na Kubę, którą na pewno warto odwiedzić, a mi udało się nawet polecieć do Los Angeles. „

 

FacebookTwitterPinterest

Submit a Comment