Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Grudzień 7, 2016

Scroll to top

Top

No Comments

Intercontinental Bali Resort/Bali

Intercontinental Bali Resort/Bali
stylish travellers

Balijska architektura, doskonała jakość usług i swoboda wyboru. 500 metrów dostępu do pięknej piaszczystej plaży i 14 hektarów tropikalnego ogrodu. Kameralność w rozmaitości doznań.

 

Pierwsze co przyciąga naszą uwagę to wodne kanały przed wejściem i piękne kolorowe kwiaty. Architektonicznie zachwyca nas lobby otwarte na ogród. W centralnym punkcie znajduje się wspaniała rzeźba, obok liczne kanapy. Balijski design zwraca uwagę, ale nie spędzimy tu wiele czasu.

 

 

 

Intercontinental Bali to 14 hektarów ziemi, na której mieszczą się budynki hotelowe, 3 restauracje, Sunset Bar, część Intercontinental Club, korty tenisowe, wille i spa.

Do pokoju docieramy długim, otwartym z jednej strony korytarzem. Widok na ogród, kanały wodne, pięknie zaprojektowaną i zadbaną zieleń wskazuje, że tu dba się o każdy detal. Pokój jest duży z balkonem wychodzącym na basen i morze.

Intercontinental Bali Resort proponuje różne rodzaje zakwaterowania – pokoje standardowe, pokoje w skrzydle Singaraya oraz w Intercontinental Club. Dwa ostatnie gwarantują korzystającym specjalną prywatność: w Singaraya mamy specjalny lounge, a w Klubie prywatny basen, zarezerwowane łóżka w ogrodzie i oddzielny check in. Choć to oczywiście nie wszystkie korzyści.

 

 

 

 

 

Pierwszy dzień postanawiamy zacząć po królewsku – wybieramy się do japońskiej restauracji KO na teppanyiaki. Nasz wybór okazuje się być doskonały – bawimy się świetnie, ja próbuję jednego z najlepiej zrobionych kawałków wołowiny jaki w życiu jadłam, a siedzący obok nas przy stole barowym goście (którzy zamiast na teppanyiaki zdecydowali się na sushi) z pewnością żałują swojego wyboru.
Teppanyiaki to 4 gotowe zestawy do wyboru, a także pojedyncze dania, które przygotowywane są specjalnie dla nas przez szefa kuchni. Mistrz kulinarny zapewnia nie tylko kulinarne rozkosze ale także okazuje się mistrzem krojenia, szatkowania – w skrócie jest szowmenem, który przykuwa naszą uwagę i pozwala się świetnie bawić. Ja decyduje się na Uluwatu Set (może dlatego, że mam słabość do pięknej świątynie położonej niedaleko plaży Jimbaran). Jako starter dostaję sashimi z tuńczyka z targu rybnego, który odwiedzę następnego dnia. Świeżość i jakość tuńczyka można poczuć właśnie w sashimi – kawałku surowej ryby, której delikatność i smak są wprost doskonałe. Kolejne danie to krojone warzywa, przyrządzone na maśle i oliwie. Pierwszy głód został już zaspokojony, ale przed nami kolejne danie – ja dostaję delikatnego, rozpływającego się w ustach homara. To jednak nie homar jest niezaprzeczalnie najlepszym daniem wieczoru – absolutne zwycięstwo przypada delikatnej wołowinie, którą zamawiam krwistą i taka (jedynie delikatnie obsmażona z obu stron) w genialnej zalewie z oliwy i czosnku ląduje na moim talerzu. Na koniec deser – ja pasuje ale Maciek nie rezygnuje ze słodkości. Mnie wystarczy przeurocze zakończenie naszej kulinarnej uczty – THANK YOU które pojawia się na grillowej płycie. To my dziękujemy za te cudowne doznania!

 

 

 

 

Od posiłku do posiłku. Kolejny dzień i czas na śniadanie, które serwowane jest w dwóch restauracjach – pierwszego dnia decydujemy się na Taman Gita Terrace. Klimatyzowana restauracja śniadaniowa cieszy bogactwem wyboru – uśmiecham się od wejścia, gdy tylko widzę bezglutenowe pieczywo. Jest też sushi, naleśnikiem z syropem klonowym, wędzona ryba maślana. Siadamy na zewnątrz i patrzymy na wodne jeziorko porośnięte kwiatami lotosu. Do śniadania grają nam panowie na czymś w rodzaju cymbałków.

 

 

 

Od razu wspomnę o drugiej restauracji, w której serwowane są śniadania – Jimbaran Gardens (restauracja przy samym basenie z widokiem na morze). Jako, że trochę jem oczami chcę podkreślić piękne wyeksponowanie produktów, a także stację ze świeżo wyciskanymi sokami. Na uwagę zasługuje także kącik dla dzieci, w którym jest opiekunka i gdzie serwowane są śniadania dla najmłodszych. Gwarantuje to zajęcie dla dzieciaków i odpoczynek dla rodziców.

 

Jimbaran Gardens to jednak też doskonały wybór na lunch – restauracja serwuje owoce morza, lekkie sałatki i indonezyjskie przystawki.

 

 

 

 

Intercontinental dba nie tyko o najmłodszych – promując związek z lokalną społecznością i balijską kulturą stworzył program IN THE KNOW. Część aktywności to odpowiedź resortu na potrzeby gości – to spowodowało zajęcia z jogi czy kursy gotowania (zajęcia wstęp do jogi są bezpłatne, pozostałe zajęcia, jak i warsztaty z gotowania są odpłatne). Ja skusiłam się na organizowaną w ramach programu wycieczkę rowerową – 2 godziny podczas, których można zobaczyć lokalny targ, świątynię, miejsce spotkań lokalnej społeczności, a także moim zdaniem najciekawszy punkt – targ rybny, na którym zaopatrują się najlepsze balijskie restauracje z okolicy Jimbaran.

 

 

 

Jak spędzać czas w samym hotelu? Aktywni mogą pograć w tenisa czy skorzystać z oferty centrum wodnego zarządzanego przez Ripcurl – fale wydawały się idealne do postawienia pierwszych kroków na surfingu. Długa plaża sprzyja też joggingowi.
Ale Jimbaran i Bali to przede wszystkim plażowanie: w sumie w hotelu znajduje się 6 basenów, z czego największy idealnie nadaje się do pływania, a także do spędzania czasu z rodziną. Wzburzone morze, lokalni surferzy, piękna długa plaża to zarówno miejsce idealne do spacerów, jak i błogiego lenistwa: wzdłuż terenu hotelowego rozmieszczone są leżaki, a także domki z materacami do leżenia oraz łóżka do masażu.

 

 

 

 

Po południu trafiamy do Spa Uluwatu – w recepcji dowiaduje się, że mój masaż (decyduje się na balijski) będzie miał miejsce w Villa Retreat Spa, dokąd zostaje podwieziona buggim. To całkiem wygodny sposób poruszania się, szczególnie zważywszy na wysokie temperatury i ostre słońce.
W willi czeka na mnie uśmiechnięta pani i formularz do wypełnienia. Kilka pokoi położonych jest wokół basenu, na terenie małej prywatnej willi.
Zabieg zaczynamy od obmycia i masażu stóp, następnie kładę się na łóżku i rozpoczynamy przygodę. Moja masażystka zdaje się, że potrafi znaleźć każdy, nawet najbardziej ukryty ból w całym ciele. Masaż całego ciała obejmuje także masaż głowy. Po czuję się zdecydowanie bardziej ożywiona – piję herbatkę imbirową i wracam do hotelu.

Czas na kolejną przyjemność – zachód słońca. Sunset Bech Bar and Grill to pięknie zaprojektowany bar na plaży – wygodne fotele, podświetlone na fioletowo palmy, chilloutowa muzyka. Smaczny koktajl i to co najważniejsze – niezwykły widok słońca i nieba, które mienią się odcieniami czerwieni, pomarańczu i fioletu. Plaża Jimbaran słynie z widoku chowającego się za horyzontem słońca – na tym tle można też zobaczyć zniżające się do lądowania samoloty.

 

 

 

 

Co nam się podobało:

– doskonale działający internet, co na Bali i Gili okazało się nie lada wyzwaniem

– zadbanie terenu i zaplanowanie zieleni: dużo wody; kanały wodne, kaskady i wodne jeziorka, mostki i wodospady

– duży wybór i świetna jakość jedzenia – od bogatej propozycji śniadaniowej, przez lunche, tapasy, oraz wyborne dania we włoskiej i japońskiej restauracji

– prywatne przestrzenie w zależności od potrzeb i od rodzaju zakwaterowania, na jakie się zdecydujemy

– długa prywatna plaża z leżakami oddzielona od publicznej plaży Jimbaran

– planet trekkers czyli świat najmłodszych – przestrzeń pod okiem opiekunów możemy pozostawić naszą pociechę w mini resorcie

– przemyślenie wielu rozwiązań – na przykład przy leżankach na stolikach znajdowały się flagi

– świątynia przy starym drzewie, gdzie składano ofiary

 

 

 

 

 

 

 

 

 

FacebookTwitterPinterest

Submit a Comment