Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Grudzień 6, 2016

Scroll to top

Top

No Comments

Uścisk dłoni w Izraelu

Uścisk dłoni w Izraelu
Paulina Grabara

To był uścisk dłoni. Krótki, dynamiczny, ale bardzo przyjazny. Dopiero kiedy podniosłam wzrok i nasze oczy się spotkały zobaczyłam smutek, przerywany iskierkami nadziei. Na ustach malował się jednak uśmiech. Kiedyś wrócę, abyśmy się lepiej poznały. Teraz chciałam się tylko przedstawić.

Jerozolima. Willy Brandt, były kanclerz Niemiec i laureat Pokojowej Nagrody Nobla, w wywiadzie z Orianą Fallaci powiedział „Jerozolima jest miejscem najważniejszym: tym, które wyraża najpełniej czarne strony naszej historii”. Jest dowodem majestatycznych dziejów, tragedią ludzkich losów i świadectwem okrutnej strony człowieka. Ówczesna Jerozolima ma też nowoczesne oblicze: ekskluzywne hotele, kawiarnie z widokiem na panoramę miasta, czy doskonałe restauracje, z którym jednak nie miałam czasu zbyt wiele obcować. Jadłam lokalnie, ze stoiska, w małej palestyńskiej restauracji. Ale było smacznie, a to najważniejsze.

 

 

Zimowy poranek. Kilka stopni powyżej zera, kilka minut po 6 rano. Jestem na Górze Oliwnej. Ten chłód gwarantuje wyjątkowe światło. Skąpane w porannych promieniach słońca miasto wygląda lepiej niż na zdjęciach, które oglądałam przed wyjazdem. Z oddali zachwyca złota kopuła. Ale bliżej mnie, w którym kierunku nie spojrzę, wszędzie rozciągają się cmentarze: żydowskie, muzułmańskie. Czy śmierć jest nieodłączną częścią panoramy miasta?

 

 

Ortodoksyjni żydzi w czarnych płaszczach, kapeluszach czy kipach. U niektórych na twarzy zauważyć można charakterystyczne pejsy. Idą w skupieniu trzymając kubek z gorącą kawą i poduszkę. Jest około 8 rano, a darmowa kawa rozdawana jest tylko dla Wiernych, którzy przyszli pomodlić się pod Ścianę Płaczu.
Ściana płaczu. Jedni padają na kolana, inni wciskają kartki papieru z prośbami w szczeliny na ścianie. Oddzieleni od siebie w modlitwie: kobiety po prawej stronie, mężczyźni po lewej. Smutne. Piękne. Symboliczne.

 

 

 

 

Suk dopiero budzi się do życia. Młody chłopak żwawo schodzi po schodach niosąc na głowie tacę ze świeżym, pachnącym pieczywem. Uliczki są takie wąskie, że między dachami straganów ledwo przebija się światło. Kiedy jest trochę więcej przestrzeni na niebie powiewają izraelskie flagi albo wyprane prześcieradła. Kilku mieszkańców miasta siedzi na małych stołeczkach, popija poranną kawę i dyskutuje. Gdzieś obok chłopak rozwiesza t-shirty z napisem „nie martw się bądź Żydem” czy korony cierniowe, które turyści kupują na pamiątkę. Poszczególne stacje drogi krzyżowej zatrzymują kolejnych cudzoziemców. Fotografuję namalowane na drzwiach symbol palmy – oznaczają, że w danym domu mieszkają muzułmanie. Na targu brakuje mi tylko zapachu przypraw, ale jest jeszcze zbyt wcześniej. Wrócę trochę później.

 

 

 

 

 

 

 

Mieszkańcy Izraela pochodzenia żydowskiego i palestyńskiego żyją obok siebie. Chrześcijanie, Żydzi, Muzułmanie, Ormianie. Gubię się w różnorodności pochodzenia i religii. Oni wszyscy mijają się w pajęczynie uliczek, które łączą ich dzielnice. Kupują podobne produkty, biegają, czytają. Czy kupują koftę od tego samego sprzedawcy? A warzywa na tym samym targu? Żyją podobnie. Żyją inaczej. Żydzi i Palestyńczycy, którzy są obywatelami Izraela mają różne kolory rejestracji, bo tylko muzułmanie mogą wjechać na odseparowane tereny Palestyny. Żydom wstęp wzbroniony. Za betonowym murem jest zniewolony świat: pełne nadziei są tylko graffiti na murze.

 

 

Przedostaje się do Betlejem. Protestanci świętują Wigilię Bożego Narodzenia. Od Bazyliki Narodzenia Pańskiego przemieszcza się pochód: bębny, trąbki, dumnie podniesione głowy dzieciaków w wieku szkolnym.

Jerozolima i Betlejem, które znajduje się na terenie Palestyny, przyciągają miliony pielgrzymów. Mnie nie przyciągnęła religia. Nie jestem pielgrzymem. Ale wiem, że wrócę – jako turysta.

 

 

 

FacebookTwitterPinterest

Submit a Comment