Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Grudzień 4, 2016

Scroll to top

Top

No Comments

Paryż i Nowy Jork żyją fashion weekiem

Paryż i Nowy Jork żyją fashion weekiem
Paulina Grabara

Tygodnie Mody to największe wydarzenie dla branży, jednak wiele osób nie związanych zawodowo z modą marzy, aby poczuć jego klimat. Czy bez zaproszeń na pokazy mamy szansę doświadczyć tej jakże odmiennej rzeczywistości? Czy wszędzie moda z wybiegów kształtuje panoramę miasta? Przekonajcie się czytając nasz wywiad z Marcinem Świderkiem.

Specjalnie dla nas Marcin Świderek, szef działu mody Glamour dzieli się swoimi doświadczeniami z Tygodni Mody w Paryżu, Mediolanie, Berlinie, Madrycie czy Barcelonie. Opowiada, który fashion week najbardziej wpływa na krajobraz miasta, który promuje młode talenty i w którym mieście odbywa się wiele imprez towarzyszących.

 

 

 

1. Co się zmienia w krajobrazie miasta podczas fashion weeku? Czy turysta zwiedzając miasto jest w stanie zauważyć, że właśnie trwa Tydzień Mody?

Wszystko zależy od charakteru miasta i ludzi, którzy tam mieszkają. Paryż to bardzo modowe miasto, każdy taksówkarz wie kim jest John Galliano. Fashion week, który odbywa się tam dwa razy w roku wpisał się w kalendarz miasta i pomimo, że nie ma tam setek billboardów promujących to wydarzenie, nawet najstarsze pokolenie o nim wie. W Paryżu odbywa się około 40 – 50 ważnych pokazów w ciągu tygodnia. Mają miejsce w różnych lokalizacjach – jesteś w centrum miasta i natykasz sie na Kristin Scott Thomas i Catherine Deneuve i tłum paparazzi przed wejściem do budynku. Wiadomo, że idą na pokaz mody. Poza tym na ulicach widać mnóstwo redaktorek i stylistek z całego świata, które nawet w tak modowym mieście jak Paryż wyróżniają się wyglądem.

Trudniej jest zorientować się np. w Madrycie czy Lizbonie. Tam pokazy odbywają się w jednym, określonym miejscu i fashion week nie jest w stanie zdominować życia miasta. Ewentualnie gdzieniegdzie porozwieszane plakaty informują o pokazach.

 

 

 

2. Któremu fashion weekowi towarzyszy najwięcej imprez otwartych dla ludzi zainteresowanych modą, ale nie mających zaproszeń na pokazy?

Jeśli nie masz zaproszenia wszędzie będzie ci trudno dostać się na pokaz. Ale, paradoksalnie, łatwiej jest dostać się na pokaz w Paryżu i Mediolanie niż np. w Madrycie czy Berlinie. W tych ostatnich obowiązują akredytacje, uważnie sprawdzane przy wejściu na teraz pokazów. W Paryżu każdy pokaz jest gdzie indziej i są naprawdę łatwe sposoby na to, aby „się wbić”, dobrze znane dziennikarzom i blogerom. Poza tym Paryż i Nowy Jork żyje fashion weekiem. Nawet jeśli nie chodzisz na pokazy, możesz pójść na imprezy organizowane w tym czasie w mieście, każdy wie, że wtedy są najlepsze after party. Do tego wernisaże, prezentacje w showroomach. Dużo dzieje się też w modnych butikach… w Colette non stop odbywają się jakieś premiery książkowe, ostatnio swój album podpisywali Scott Schuman i Kate Moss. To samo w Barneys w Nowym Jorku itp.

 

 

3. Jaka jest specyfika fashion weeków w Hiszpanii – czy jest coś, co je wyróżnia? Czy odczuwa się tam bardziej południową energię?

W Hiszpanii odbywają się dwa fashion weeki, które konkurują ze sobą tak samo jak regiony w Hiszpanii. Jeden fashion week odbywa się w Madrycie, drugi w Katalonii w Barcelonie. Większy i ważniejszy jest ten w Madrycie. Ale w Barcelonie jest inna energia. Na pokazy, które są w lipcu przyjeżdżają nawet bardzo ważni redaktorzy, bo oprócz pokazów liczy się plaża, słonce, piękna pogoda. Pokazy często zaczynają się po południu, więc dziennikarze mają czas, aby się poopalać i zrelaksować. To bardziej jak wakacje niż praca. No i Barcelona słynie ze świetnych męskich kolekcji. W Madrycie też bywa zabawnie, szczególnie jeśli na pokaz przychodzi ekipa Pedro Almodovara. Robią większy show w pierwszym rzędzie niż pokazywana kolekcja. Hiszpanie, przeciwnie do Francuzów czy Polaków, ciągle biją brawo, owacje są przy każdej długiej sukience. Bywa naprawdę zabawnie.

 

 

4. Co twoim zdaniem fashion week daje danemu miastu?

Ludzie o określonej estetyce przybywają do miasta i poznają jego zalety. W dodatku ten „fashion crowd” jest całkiem efektowny i robi wrażenie.

 

 

5. Czy kiedy jeździsz na fashion week masz czas zobaczyć miasto, czy jedynie biegasz z pokazu na pokaz, z imprezy na imprezę?

To zależy od tego ile masz zaproszeń na pokazy. Jeśli dużo, to wiadomo, że większość czasu pochłaniają ci pokazy, bieganie pomiędzy jednym i drugim, a wieczorem imprezy. Inaczej jest w miastach, gdzie obowiązują akredytacje na wszystkie pokazy na raz, a zapraszają cie działy PR-owe poszczególnych fashion weeków. Często jest tak, że wtedy opłacają ci samolot, hotel i wiele więcej. Automatycznie masz zaproszenia na wszystkie pokazy. Tak jest w Madrycie, Lizbonie, Berlinie, Barcelonie. W Madrycie możesz chodzić na te pokazy, na które chcesz, a resztę czasu spędzać np. w muzeach. W Lizbonie musisz chodzić na wszystkie pokazy, czy tego chcesz czy nie. Tak zarządził tamtejszy dział PR-owy. Lizbona jest wspaniała, ale jeśli chcesz ją zwiedzić lepiej jest pojechać tam na własną rękę.

 

 

6. Jak wygląda szef działu mody podczas fashion weeku?

Polscy redaktorzy nie zarabiają fortuny i nie dostają giftów w postaci ciuchów od Jacobsa czy Balenciagi. Najlepiej ubierają się stylistki z Włoch, Japonii i Rosji. Są naprawdę zjawiskowe, to gwiazdy streetowych blogów, fashion paparazzi szaleją za nimi bo ciągle się przebierają i mają tony efektownych ciuchów, które dobrze wyglądają na zdjęciach. Ale trzeba przyznać, że Polacy dają radę i dobrze się prezentują. Nie ma wstydu.

 

 

 

 

7. Czy kraj, w którym odbywa się fashion week ma wpływ na koncepcję czy specyfikę danego Tygodnia Mody?

Jeśli jest to Fashion Week w Ghanie, Ułan Bator czy Dehli to na pewno. Bo tamtejszy folklor, bardzo silnie zakorzeniony w modzie i kulturze, ma duży wpływ na projektantów i kolekcje. Ale na fashion weekach, na których byłem raczej nie. Ewentualnie obowiązują proste schematy – W Rio i Sao Paulo wiadomo, że będzie dużo kostiumów kąpielowych, w Sztokholmie – moda bardziej konceptualna, awangardowa. Ale w najważniejszych stolicach mody liczy się tylko, aby kolekcje były na wysokim poziomie. Także na tych aspirujących fashion weekach jak Madryt czy Lizbona – nikt nie chce pokazywać tam kolekcji nawiązujących do lokalnego folkloru, bo obawia się będzie to uznane za obciachowe.

 

 

 

 

8. Wszyscy znają wielkie nazwiska francuskiej i włoskiej mody – czy podczas fashion weeku w Paryżu i Mediolanie jest miejsce dla nowych projektantów? Czy, aby odkryć nowe talenty lepiej wybrać się do Berlina, Lizbony czy Barcelony? 

Nowy Jork jest miastem, które najbardziej lansuje młodych projektantów. A tam pokazują się najzdolniejsi z tych „młodych”. Każdy nowy talent rośnie w siłę właśnie tam. Jeśli poszukujesz nowych, młodych – musisz tam być. W Paryżu i Mediolanie praktycznie nie zobaczysz kolekcji tych aspirujących projektantów. Myślę, że także Sztokholm i Barcelona jest dobrym miejscem na poszukiwanie nowych talentów. Ale także Łódź, w końcu mamy naprawdę sporo młodych, utalentowanych, ambitnych dziewczyn i chłopaków. I wydaje mi się, że to głównie dla nich do Łodzi przyjeżdża zagraniczna prasa.

 

 

 

 

9. Który fashion week ma według Ciebie największą szansę rozwoju? 

Na pewno fashion week w Łodzi staje się coraz ważniejszy, ale musiałby być dobrze pokierowany, aby rozwijał się w odpowiednim kierunku. W siłę rośnie też fashion week w Londynie i Madrycie. Ten ostatni dlatego, bo „przejął” go Mercedes Benz. Zasada jest prosta – jesli Mercedes Benz przejmuje fashion week, to staje się on bardziej prestiżowy, ważniejszy i większy. Za to w Londynie coraz więcej dużych marek pokazuje swoje tańsze linie np. Moschino czy Vivienne Westwood.

Zdjęcia: Marcin Świderek

 

FacebookTwitterPinterest

Submit a Comment