Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Lipiec 15, 2018

Scroll to top

Top

No Comments

Długi lot z małym dzieckiem czyli lecimy do Tajlandii

Długi lot z małym dzieckiem czyli lecimy do Tajlandii
Paulina Grabara

Lecieć czy nie lecieć? 2 loty, w tym dłuższy miał trwać 10 godzin (na szczęście skończyło się na nieco ponad 9). Potem krótki przystanek w Bangkoku i kolejny lot na Krabi. Wiele obaw, ale było lepiej niż myślałam.

Głównie martwiło mnie, jak Natalka zniesie tak długi lot i przede wszystkim jak ja dam radę zajmować się nią przez tyle godzin – mąż nie bardzo z powodów zdrowia mógł mi pomóc w bieganiu za super energiczną córką po samolocie. Natalia już leciała samolotem kilkanaście razy (nie było problemów z uszami) i uważam, że samolot jest bezpieczny dla niemowlaka, jednak 10 godzin w „zamkniętej puszce” brzmiało jak wyzwanie.

 

Artykuł w pigułce czyli jak przebiegał lot z nieco ponad rocznym dzieckiem:

  • Aeroflot to super linie dla rodzin z dziećmi
  • Warto od razu bez kolejki podchodzić do stanowiska odprawy i pytać o pierwszeństwo z dzieckiem
  • Moskiewskie lotnisko, a przede wszystkim odprawa bezpieczeństwa to istne piekło
  • Tajskie lotniska wspierają podróżujących z dziećmi – czeka na nich oddzielna odprawa, a dla samych dzieciaków plac zabaw na lotnisku
  • Warto przed lotem dowiedzieć się czy można zarezerwować kołyskę dla malucha (choć my dostaliśmy ją dzięki życzliwości linii lotniczych)
  • W Aeroflocie nie przewidziano posiłków dla dziecka
  • Wózek warto nadać przy wejściu do samolotu – czeka wtedy na lotnisku przesiadkowym po wyjściu z samolotu
  • Dla starszych dzieci (chyba od lat 3) przewidziane są prezenty (plecaki, książeczki i kredki do rysowania)

 

IMG_2801

 

IMG_2829

 

Na moskiewskim lotnisku mieliśmy prawie 3 godziny – wydawało nam się, że to sporo czasu i zdążymy coś zjeść, ale bramki były bardzo od siebie oddalone i jak po wszystkich odprawach, które bardzo długo trwały, dotarliśmy do właściwego gate’u, to trwała już odprawa na lot do Bangkoku. Zdążyliśmy jedynie wypić najdroższą kawę i wodę.

Kiedy już zdecydowaliśmy, że ruszamy rodziną do Tajlandii, przyszło wybrać same loty. KIlka linii lotniczych proponowało stosunkowo dobre jak na Tajlandię ceny, więc realnie zastanawialiśmy się na najtańszą opcją: liniami ukraińskimi, rosyjskim Aeroflotem, którym poprzednim razem leciałam do Tajlandii oraz Qatar Airways. Moim kryterium był czas na przesiadkę i godziny lotów: ukraińskie linie pozostawiały bardzo mało czasu na przejście na kolejny lot na lotnisku w Kijowie, a chciałam, żeby Natalka przed długim lotem mogła sobie chwilę pobiegać po lotnisku. Qatar Airways z kolei miał loty dzielone mniej więcej po równo (z tego co pamiętam jeden 5, a drugi 6 godzin), jednak przesiadka miała miejsce w środku nocy – bałam się, że wybudzona z nocnego snu na odprawy Natalia może płakać i będzie nieprzytomna. Finalnie zdecydowaliśmy się na Aeroflot: wylot do Moskwy był ok. godz. 13 i trwał nieco ponad 2 godziny. W Polsce poprosiliśmy o 3 siedzenia – dodatkowo dostaliśmy specjalny rząd z dużą ilością miejsca na nogi – lot był czystą przyjemnością: Natalka trochę spała, a trochę bawiła się na ziemi siedząc sobie na podłodze lub na swoim osobnym fotelu.

Lot do Bangkok trwał 9 godzin – tu na początku wydawało mi się, że nie będzie tak dobrze, jak podczas pierwszego lotu, ale … pani stewardesa podeszła do dziewczyny, która jako trzecia siedziała w naszym rzędzie i poprosiła ją, aby przeniosła się na inne, wolne miejsce.
Pierwsze 3 godziny Natalia trochę rysowała, trochę odklejałyśmy naklejki i wklejałyśmy do książeczki, bawiła się też klockami i oglądała bajki. Zjadła jedzonko, które dla niej miałam (nie wiem, czy tylko Aeroflot czy też inne linie lotnicze nie serwują jedzenia dla dzieci poniżej 2 roku życia), przeszłyśmy się po samolocie kilka razy i Natalia zapadła w nocny sen na 2 fotelach.
Tylko mama nie zmrużyła oka – to siedziałam na brzegu krzesła, to na podłodze między rzędami, aż w końcu, kiedy 3 godziny przed lądowaniem usypiałam, stewardesy zaczęły serwować śniadanie, a zaraz potem obudziła się Natalka.

Pooglądałyśmy wschód słońca przez samolotowe okno, chwilę się pobawiłyśmy i samolot rozpoczął zniżanie do lądowania.

Kiedy samolot dotknął ziemi Natalka przeniosła się do raju – za oknem pojawiły się dziesiątki samolotów, a mój kochany maluszek aż piszczał z radości. Dzięki temu nie było nerwów, że chce już wysiadać.

Kolejny lot czekał nas 3 dni później, kiedy lecieliśmy z Bangkoku na Krabi. Kupiliśmy bilety w Air Asia (opłaty za dziecko można sprawdzić na stronie AirAsia – my zapłaciliśmy 17,50 US za lot), z hotelu w Bangkoku na lotnisku Do Mueang dostaliśmy się taksówką. Przy odprawie poszło błyskawicznie, gdyż dla osób z dziećmi jest osobne przejście i odprawa. Dalej też było super, bo Natalia przez okno podziwiała samoloty. Finalnie przy naszej bramce na Krabi znajdował się plac zabaw. Podsumowując na lotnisku było tak fajnie, że córka mogłaby tam spędzić cały dzień.
Bez problemów było też przy powrocie (również osobna odprawa).

Gorzej poszło nam jednak z powrotem. Lot z Bangkoku, którego większość miała odbyć się podczas dnia (startowaliśmy o 12:35 tajskiego czasu) był moją największą obawą – jak utrzymać uwagę i zająć w samolocie moje mega aktywne dziecko? Natalka zwykle koło 11:00 idzie spać na swoją drzemkę, ale w tym dniu postanowiłam zrobić wszystko, by nie usnęła przed startem – lotnisko okazało się bardzo pomocne – cały czas w ruchu, trochę oglądania samolotów i Natalia usnęła dopiero, gdy samolot wzbił się w powietrze. Po drugie – i to chyba najważniejsze – dostaliśmy, co prawda dwa miejsca, ale w rzędzie z większą przestrzenią na nogi i z możliwością zawieszenia łóżeczka – czytałam już kiedyś o tym i muszę powiedzieć, że to wielki luksus. Gdy Natalia usnęła stewardesa zawiesiła kołyskę na ścianie przed nami i przełożyłam śpiącego malucha. Największy plus? Wolność dla matki.

Nasz maluch, jak widać na zdjęciu, ledwo się już mieści w tym łóżeczku, ale jeśli podróżujecie z niemowlakiem, warto sprawdzić czy jest możliwość zarezerwowania takiej opcji.

 

IMG_3742

 

Natalka pospała ponad 1,5 godziny, a ja nawet zdążyłam zjeść całkiem jak na samolotowe jedzenie smaczny obiad. Gdy maluszek się obudził mama nakarmiła go, a następnie rozpoczął zabawy. Było też troszkę “grasowania”, bo przecież wyspana Natalia to super moc; kotara do biznes klasy gwarantowała zabawę w chowanego, ale na szczęście nikt nam nie zwrócił uwagi. Potem przyszła pora na drugi sen, można by go uznać już za wieczorny (było chyba ok. 19:00 tajskiego czasu). Tym razem nawet nie skorzystaliśmy z łóżeczka, bo jeszcze wygodniejsza okazała się szeroka przestrzeń w naszych nogach, a panie stewardesy służą poduszkami i kocykami. Problem zaczął się jednak jakieś 2 godziny przed lądowaniem. Natalka się obudziła, ale że w naszym tajskim czasie była to noc, to była zmęczona. Grasowała bardzo i kiedy nie chciałam się zgodzić na bieganie po biznes klasie (po prostu bałam się upadku ze zmęczenia) wpadła w wielki płacz, który spowodowany był niewyspaniem. Nie pomogło noszenie po samolocie, ale w końcu uspokoiła ją bajka.

Dalej nie było źle – była bardzo grzeczna podczas lądowania, a także powolnej i zwyczajnie strasznej kolejki do odprawy na lotnisku w Moskwie.
Kolejny – ostatni już lot do Warszawy to wspólny sen – my z Natalią spałyśmy na 3 miejscach wygodnie rozłożone. Dramat się rozpoczął, kiedy stewardesa kazała mi posadzić Natalkę na kolanach i przypiąć ją pasami, kiedy samolot rozpoczął zniżanie do lądowania w Warszawie (a było to ponad 30 minut przed faktycznym wylądowaniem na lotnisku). Mała cudownie spała – wybudzone z głębokiego snu dziecko po prostu płakało, nie chciała dać się zapiąć i chciała wrócić do pozycji leżącej. Udało się ją ugłaskać i przytulona patrzyła przez okno samolotu na jego skrzydło i ciemną noc.
Przed 22 czasu polskiego, po kilkunastu godzinach drogi w końcu wylądowaliśmy. Potem już tylko Ueber i byliśmy w domu.

 

ODPRAWY Z MAŁYM DZIECKIEM

W Polsce udało nam się nadać bagaż i odprawić bez kolejki, w której na rejs do Moskwy czekało ze 100 osób. Po prostu podeszłam do stanowiska odprawy i zapytałam czy z niemowlakiem możemy zostać odprawione bez kolejki. Przejście przez kontrolę bezpieczeństwa też poszło gładko – przy jednym ze stanowisk jest znaczek, że priorytet między innymi dla rodzin z dziećmi, zapytałam więc chińską grupę czy nas przepuszczą i nie było problemu.

Na lotnisku w Moskwie wszystko trwało i nie przypominam sobie, by przy odprawie był priorytet dla małych dzieci (w drodze powrotnej to sprawdziłam i wiem, że go nie ma!).
Przy wejściu do samolotu przepuściliśmy wszystkich i dopiero weszliśmy na pokład.
Po wylądowaniu też poszło super gładko, stanowisko wizowe i odprawa paszportowa mają również osobne stanowisko, jeśli podróżujesz z małym dzieckiem. 15 minut i byliśmy przy taśmie z bagażami.

Natomiast lotnisko w Bangkoku okazało się super dla podróżujących z małym dzieckiem – odprawa przy stanowisku Aeroflotu w Priority Boarding (nie czekaliśmy nawet 5 minut, a mimo, że nie mieliśmy zrobionego check-in’u Pani poinformowała nas, że przydzielona nam specjalny rząd z szerszym miejscem na nogi i możliwością zawieszenia kołyski).

Dalej przy przejściu do kontroli paszportowej zostaliśmy od razu skierowani do oddzielnego przejścia: dla rodzin z dziećmi, kobiet w ciąży, dyplomatów, załogi lotniczej czy seniorów powyżej 70 roku życia. Kilka stanowisk, po których kolejne “ukryte” – znów kilka minut i byliśmy po drugiej stronie.

Prawdziwym sprawdzianem naszej wytrzymałości okazało się jednak stanowisko w Moskwie: wielka kolejka do odprawy paszportowej (kilka okienek), jakaś pani krzycząca tylko po rosyjsku, inna informująca nas, że nie ma priority dla dzieci i wszyscy mają odczekać swoje (!). To był jednak dopiero początek – kilka kolejek z odprawy paszportowej łączyło się w 2 wielkie kolejki, a właściwie tłum w odgrodzonej ze wszystkich stron przestrzeni do odprawy bezpieczeństwa. Było ciepło, setki osób, a raz na jakiś czas ktoś wykrzykiwał, że jego lot jest za 15 minut i przepychał się do przodu. Natalia na moich rękach tą sytuacje zniosła mistrzowsko, ale jest to żenujące, by tak wyglądała odprawa na lotnisku – szczególnie w stolicy kraju.

Podsumowując – ja uważam, że Natalka była bardzo dzielna i super zniosła loty. Problemem są lądowania, kiedy dziecko zapada w głęboki sen.

Mam nadzieję, że ten wpis pomoże Ci podjąć decyzję o swojej podróży. Jeśli masz pytania – pisz lub podziel się swoimi doświadczeniami w komentarzach.

 

Zapraszam do obejrzenia naszego filmiku z wyjazdu (epizod 3):

 

Submit a Comment