Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Grudzień 6, 2016

Scroll to top

Top

No Comments

Nie ma to jak indyjska domówka

Nie ma to jak indyjska domówka
Magda Bebenek

Nie palę. Nie piję alkoholu. Nie biorę narkotyków. Nie jem mięsa. Nudziara! – pomyślicie. Może i tak, szczególnie na naszych domówkach, gdzie zazwyczaj głównym punktem programu jest upić się jak najszybciej i następnego dnia chwalić się jaką ilość drinków się spożyło i jakich głupot się dopuściło. Tym bardziej kocham indyjskie imprezy. Nie chodzi o to, że ludzie tu nie piją. Jasne, są grupy, które ze względów wyznaniowych alkoholu nie tykają, albo przynajmniej nie publicznie, ale zdecydowana większość Hindusów z chęcią rozkoszuje się wszelkimi trunkami. Różnica taka, że więcej radości od odstawiania głupich numerów po pijaku sprawiają im śpiewanie i tańce do najbardziej znanych bollywoodzkich przebojów i jedzenie nieprzyzwoitych ilości jedzenia. Alkohol, choć płynie strumieniami, jedynie jakby “doprawia” wieczór. Jasne, znajdą się tu też imprezy, w trakcie których główną atrakcją będą narkotyki i alkohol, ale na te z zasady nie chodzę.

Znajoma Amerykanka, nie będąc wcześniej na domówce w Bombaju, postanowiła wydać kolację na Święto Dziękczynienia. Zaprosiła grupę znajomych na godzinę 18:00, przygotowała menu i od rana siedziała w kuchni mając dokładnie rozplanowany plan akcji – kiedy co trzeba przygotować, żeby się przeszło; jak przybrać stół; o której wstawić indyka do pieca, żeby wjechał na stół pięknie rumiany i buchający parą… Uwijała się jak w ukropie, chwilę przed umówioną godziną wskoczyła pod prysznic, przebrała się i z ekscytacją czekała na gości. Wybiła 18:00 i… nic. 18:30, gości ani widu ani słychu, a indyka trzeba już wyjmować. 19:00 ktoś zadzwonił, że niedługo będzie. 19:45, kiedy jedzenie zdążyło już dawno wystygnąć, a poziom ekscytacji Chantel opaść, goście zaczęli się schodzić.
Poniżej kilka lekcji dotyczących indyjskich domówek, których Chantel nauczyła się tej nocy:

 

1. 

 

Żródło: http://bit.ly/SH4DgX

 

Nikt z zaproszonych gości nie przyjdzie na czas. To jest, przyjdą na czas, ale w swojej strefie czasowej – SIT, standardowym czasie indyjskim (ang. Standard Indian Time). Jeśli chcesz, żeby goście pojawili się o 19:00, najbezpieczniej będzie zaprosić ich na 17:30 i być gotowym na około 18:45. Jak łatwo się domyślić, menu Chantel wzięło w łeb, a jedzenie trzeba było ponownie odgrzewać.

 

2.

 

Przekąski to być albo nie być imprezy.


Jednak zawirowania z podawanymi daniami nie skończyły się na niedopasowaniu czasowym… Przyzwyczajona do zachodnich zwyczajów, Chantel planowała podać kolację, potem drinki, do tego gdzieś w międzyczasie deser i ciasto. Szybko zaczęła jednak panikować, ponieważ goście zaczęli od drinków, do których biedna nie miała żadnych przekąsek. Oczywiście, spędziwszy w Indiach już prawie rok i doświadczywszy tego efektów na własnej wadze, wiedziała, że je się tu dużo. Nie zdawała sobie jednak sprawy jak wpływa to na dynamikę domówek. Szybko musiała więc wykombinować, jak ze znajdujących się w lodówce produktów wyprodukować wystarczającą ilość zakąsek do drinków. Dopiero napiwszy się alkoholu w trakcie wstępnych pogawędek, trwających grubo ponad godzinę, goście zaczęli się bardziej skupiać na muzyce i rozkręcaniu imprezy. Oczywiście, przez cały ten czas na ich talerze powinny były dochodzić kolejne porcje jedzenia. Po około dwóch godzinach od przyjścia, czyli ponad 3.5 godzinach od zaplanowanego przez Chantel momentu, wszyscy z ochotą uraczyli się właściwą kolacją.

 

3.

 

W Indiach taniec i śpiew znajdziecie na każdym kroku.


Jedną z cech charakterystycznych Hindusów jest to, że kochają śpiewać. Czy mówimy o przedstawicielach klasy wyższej mieszkających w kilkusypialnianych apartamentach w najlepszych częściach miasta, licznych ekspedientach wynudzonych za sklepowymi ladami, spluwających za okno samochodu taksówkarzach czy biegających boso po mieście rezydentach slumsów, ludzie (ok, faceci) prawie nieustannie coś nucą. Drugą cechą charakterystyczną jest to, że dwa razy nikogo do tańca namawiać nie trzeba. Trzecią – nie wstydzą się być w centrum uwagi, a wręcz przeciwnie – uwielbiają ją na sobie skupiać.  Może dlatego w trakcie imprez wszyscy kochają się wygłupiać i popisywać. W każdej grupie znajdą się co najmniej 2-3 osoby, które są utalentowane tanecznie lub wokalnie, więc wśród wiwatów pozostałych będą z uśmiechem na twarzy odstawiać istne bollywoodzkie show (choć tu znaczenie może mieć również fakt, że zdecydowana większość moich znajomych ma coś wspólnego z indyjską telewizją lub/i przemysłem filmowym). Jak dla mnie, wspólne tańcowanie bije na głowę każdą inną potencjalną rozrywkę imprezową.

 

4.

 

Jedzenie jest tu poważną sprawą!

 

Kiedy się już  wszyscy wytańczą, pora na drugą kolację, zazwyczaj około 1-1:30 w nocy. O tym Chantel też nie wiedziała więc ponownie się podłamała, jednak  (podobnie jak podczas naszej wspólnej kolacji wigilijnej) z pomocą przyszła pobliska restauracja, z której dostarczono ogromne ilości ryżu, naanów, roti, paneer i kurczaka w przeróżnych curry.  Ah, oczywiście nie oznacza to, że między pierwszą kolacją a tą nocną na stół non stop nie wjeżdżały kolejne przekąski.
W różnych częściach kraju i w zależności od kasty, hindusi modlą się ponoć do około 30 milionów bóstw. Z moich doświadczeń wynika, że sporą ich część stanowi jedzenie, wielbione tu dniami i nocami …

 

5.

Może słów kilka o przestrzeni imprezowej – w Polsce mówimy, że najlepsze imprezy zawsze w kuchni. Tutaj zasada ta nie sprawdza się w ogóle, głównie dlatego, że nawet we własnym domu Hindusi rzadko przebywają w kuchni – od tego jest służba. To, co mnie zaskoczyło dwa lata temu to fakt, że sypialnia nie jest tak jak u nas przestrzenią prywatną – w trakcie imprez wszyscy z radością przesiadują na łóżkach: jedzą, piją, palą i plotkują.

 

6.

 

Każdy stara się tu każdego karmić, szczególnie słodyczami.

 

Z pustymi rękoma w gości nie wypada, zarówno tu, jak i u nas. W Indiach obowiązuje jednak jeszcze jedna zasada – z pustymi rękoma gości puścić do domu nie wypada. Z imprez goście będą wychodzić z ładnie zapakowanymi upominkami, najczęściej słodyczami. Dotyczy to chyba w sumie każdego typu zgromadzenia (na weselach dostawałam np. bransoletki, na domówkach ciasteczka, z imprez urodzinowych dzieciaki wychodziły z jakimiś grami lub książeczkami).

 

7.

 

Dzieciaki są uwielbiane i rozpieszczane. Tutaj: przyjęcie urodzinowe pięciolatka, w hotelowej restauracji i z całym zastępem kelnerów obsługujących solenizanta i jego gości.

 

A skoro już o dzieciach mowa– często te też pojawią się, choć na chwilę, na imprezach dorosłych. Noworodki z niańkami, które będą z nimi siedzieć zamknięte w jednej z sypialni, gdzie co chwila ktoś będzie wpadał potulić maleństwo. Starsze do momentu aż się najedzą i zostaną wytarmoszone przez wszystkie ciocie i wujków, po czym kierowca odwiezie je do domu, a opiekunka położy spać. Tak zaprawiani od małego, nic dziwnego, że całe życie niezwykle towarzyscy i wielbiący się bawić!

 

 Jak myślicie, spodobałyby się Wam tutejsze domówki? 

 

FacebookTwitterPinterest

Submit a Comment