Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Styczeń 18, 2021

Scroll to top

Top

2 Comments

Tel Aviv Calling

On jest nauczycielem historii, ona jego uczennicą.

On ma śmiertelnie chorą matkę, którą w końcu, chcąc ulżyć jej cierpieniu, zabija. Ona ma matkę feministkę, która w swojej luksusowej willi organizuje sabaty dla sfrustrowanych życiem kobiet, które uparcie wierzą w „girl power”. On śmiertelnie boi się bliskości i okazywania uczuć. Ona z dziecięcą naiwnością ciągle chce go przytulać. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że on jest porywaczem, a ona jego zakładniczką. Jest jeszcze druga ona – jego dawna miłość, pracująca w pizzerii wyzwolona ruda piękność, która kocha buty w stylu sado maso, pali jak smok i uwielbia zadawać krępujące pytania. Co może wyniknąć z takiej kombinacji?

Reżyser i odtwórca głównej roli Nony Geffen nieustannie bawi się konwencjami. Z jednej strony mamy czarno-białe zdjęcia i statyczne długie ujęcia rodem z filmów Jarmuscha. Z drugiej klatkowe sekwencje rodem z teledysku, kiedy bohaterzy zmieniają ubrania. Ironiczne poczucie humoru miesza się z atmosferą tragizmu i ogólnej beznadziei. Nikt z trójki bohaterów nie jest zadowolony ze swojego życia. Nastolatka wręcz cieszy się, że została porwana, bo dzięki temu mogła uwolnić się od matki wariatki i jej niemniej pokręconych przyjaciółek. Nauczyciel kocha rudą seksbombę z pizzerii, ale gdy ta zaczyna okazywać mu czułość, odpycha ją. Do tego pojawia się cały korowód osobliwości rodem z gabinetu luster; oprócz szalonych feministek mamy jeszcze zazdrosnego ex-chłopaka rudej, jej brata gwiazdora filmowego i niezbyt rozgarniętych policjantów.

Pokazywany w ramach tegorocznego Warszawskiego Festiwalu Filmowego pełnometrażowy debiut Geffena jest lekko nierówny, a w pewnym momencie jego absurdalność zaczyna wręcz męczyć. Drobne słabości nadrabia jednak fantastyczną ścieżką dźwiękową (Tom Waits pomieszany z izraelskim indie folkiem) i wysmakowaną, ascetyczną formą, której nie powstydziłby się sam Coppola w „Tetro”. To ostatnie porównanie nie jest zresztą bezpodstawne – bohater grany przez Nony Geffena to w końcu alter ego wiecznie szukającego swojego miejsca Vincenta Gallo. Kto lubi klimat wycofania, dekadencji i absurdu w stylu „Kawy i papierosów” albo „Buffalo 66”, nie będzie żałował.

Submit a Comment