Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Grudzień 6, 2016

Scroll to top

Top

No Comments

Przydrożne Indie

Przydrożne Indie
Magda Bebenek

Z Bombaju mieliśmy wyruszyć w czwartek rano.
Potem w środę w południe.
Nie, jednak o 15:00.
Jak się więc można było spodziewać, ruszyliśmy chwilę po 19:00.
Jesteś pewna, że Ci będzie wystarczająco wygodnie? – pyta zaniepokojony Jose.
– Uwierz mi, zdarzało mi się podróżować w mniej komfortowych warunkach niż kilmatyzowany samochód z kierowcą! – odpowiadam śmiejąc się i zajmuję miejsce między nim i Mishalem. W tym samym czasie Shabir, kierowca Keilasha, którego samochodem jedziemy, pakuje nasze bagaże do środka przestrzennej terenówki.
Ruszamy w ciemną, głośną indyjską noc, a ja szybko żałuję pochopnego optymizmu.

 Dotarcie do Jageshwar, małej himalajskiej wioski znanej dzięki znajdującemu się tu zespołowi świątyń sprzed tysiąca lat, zajęło nam ponad dwie doby. Wytrzęsione, śmierdzące, chłodne, niedospane i tłusto przejedzone dwie doby.

Pełne śmiechu, śpiewania, nieoczekiwanych zdarzeń i muzycznej edukacji dwie doby.
Dwie doby poznawania przydrożnych Indii i tego, jak ludzie tu funkcjonują.

Poniżej garść cech charakterystycznych zauważonych z samochodu:

1.

Tony kolorowych ciężarówek, których kierowcy jeżdżą jak wariaci, dzień i noc spowalniają ruch na drogach. W nocy tym bardziej niebezpieczne, ponieważ znudzeni korkami i samotnością kierowcy lubią sobie popić. Wywrócona ciężarówka jest blokująca kilka pasów jezdni lub leżąca w rowie jest widokiem częstszym niż wypadki samochodowe w potężnych indyjskich metropoliach. Dodatkowo, zdaje się, że ze względu na rozmiar swoich pojazdów, kierowcy czują się w relacji z innymi użytkownikami dróg wyjątkowo bezkarni.

2.

Po każdym typie dróg, z lewej i prawej strony, od boku, a czasem zupełnie znikąd śmigają wszędobylskie skutery i motory (to zdjęcie musiało być zrobione gdzieś w Radżastanie, patrząc po charakterystycznym czerwonym turbanie kierowcy). Do tego w zależności od regionu: krowy, kozy i wielbłądy, a także odważni (nierozważni??) rowerzyści pomiędzy morzem aut i ludzie biegający w poprzek autostrad.

 

3.

Czasem zaskoczy nas widok rikszy, zawsze wypełnionej do granic możliwości – czy to ludźmi, czy towarem.
W Bombaju widuje się czasem po 3-4 osoby w rikszy, przy czym co najmniej jedna z nich będzie dzieckiem stojącym pomiędzy nogami rodziców. W Gujaracie i Radżastanie riksze są większe, choć nigdy nie myślałam, że na tyle większe, aby pomieścić 8-9 osób. A jednak…

 

4.

Początkowo zaskakującym był fakt, że nigdzie nie widać kobiet. Jak Gujarat i Radżastan długie i szerokie, w przydrożnych knajpach; przykucnięci na poboczach; przy stoiskach, które podają wszechobecny tu chai; za ladami w sklepach – same grupki facetów, którzy zdają się nie mieć żadnej pracy czy obowiązków i spędzać cały swój czas na piciu, jedzeniu i plotkach.

 

5.

Podczas gdy faceci próżnują sącząc mleczną herbatę nasyconą cukrem, aka chai, kobiety: zbierają chrust, noszą wodę, sprzątają, gotują, doglądają gospodarstwa i dzieci, robią zakupy – wszystko z dala od pasażerskiego oka, poza kilkoma momentami w ciągu dnia, kiedy spacerują wzdłuż jezdni w drodze do swoich wiosek.

 

6. Czasem kierunek, w którym powinien odbywać się ruch na danym pasie jezdni jest kwestią drugorzędną.

Długo nie zapomnę przerażenia, które ogarnęło mnie kiedy, przebudziwszy się z jednej z licznych pierwszego dnia drzemek, zorientowałam się, że pędzimy dwupasmową jezdnią… pod prąd! Kiedy serce zaczęło mi walić jak młot i lekko drżącym głosem spytałam kierowcę o to, co się dzieje, ten ze stoickim spokojem i jakby znudzeniem odpowiedział: Nasz pas jest całkowicie zakorkowany, wieki byśmy tu stali. – jakby przecięcie autostrady i jechanie pod prąd było najbardziej naturalnym i logicznym wyjściem z zaistniałej sytuacji.

7. Picie i palenie przed czy w trakcie jazdy jest normą.

Podobnie jak w przypadku jazdy pod prąd, na długo zostanie ze mną szok, jaki przeżyłam kiedy byłam w Indiach pierwszy raz i znajomy z Bombaju najpierw wypił sobie dwa piwka, potem zapalił jointa i następnie chciał mnie gdzieś zawieźć samochodem. Od razu stanowczo powiedziałam, że nie mam zamiaru z nim nigdzie jechać.
Gdybym nadal tak postępowała, mogłabym równie dobrze zostać w domu. Palenie haszyszu jest tu równie normalne, co palenie papierosów i podobnie jak jedni prowadzą z petem w dłoni, inni robią to samo z jointem. Rolowanym jeden za drugim.

8. Klakson zastępuje większość przepisów drogowych i lusterka.

To, że w Azji w ogóle i w Indiach w szczególe na drogach królują inne zasady wiemy w sumie wszyscy. Z zachodniego punktu widzenia, jest to chaos, pogwałcenie wszelkich obowiązujących przepisów i w ogóle jakiś koszmar. Jednak kiedy ma się okazję obserwować tutejszy ruch przez troszkę dłuższy okres czasu szybko zaczyna się dostrzegać to, co dla nas na początku niewidoczne – fakt, że na tutejszych drogach panują ogólnie przestrzegane zasady, jedynie co, to nie pokrywają się z tymi, które zapisane są na papierze (jak większość rzeczy w Indiach). Podobnie, dość długo zastanawiałam się, po co wszyscy „tak bezsensownie” trąbią, aż w końcu dotarło do mnie, że to wcale nie jest bezsensowne – trąbienie ma tu dwie główne funkcje: zastępuje podział jezdni na pasy i używanie lusterek. Wielu kierowców, zarówno w samochodach jak i na motorach, ma tendencje do jeżdżenia środkiem jezdni/pasa, żaden z nich nigdy nie patrzy w boczne lusterka (które są zazwyczaj i tak złożone: Jeździmy tak blisko innych pojazdów, że gdyby nie były złożone, to od razu byśmy je stracili. – tłumaczy znajomy z Ahmedabadu). Zawsze zanim się wyprzedzi, należy wyraźnie dać do zrozumienia, że się nadjeżdża, więc a) zjedź na swój pas i zrób mi miejsce; b) niech Ci nie wpadnie do głowy teraz skręcać/odbijać/nawracać/zawracać.

9.

Minimalny wiek pracowniczy nie istnieje.
Niejednokrotnie zobaczyć można małe dzieci sprzedające owoce/warzywa, zbierające z matkami chrust przy jezdni czy pracujące w kuchni przydrożnych jadłodajni. Co gorsza jednak, ogromna rzesza dzieci wysyłana jest na ulice żebrać, a te, które nie są tam wysyłane, i tak widząc białą osobę lecą przed siebie z wyciągniętymi rękoma krzycząc Czekolada!, Pieniądze!, 10 rupii!.

 

Częśc dróg i autostrad jest naprawdę w miarę dobrej jakości, ale nadal zdecydowana większość to niesamowicie zakorkowane wyboje.
Aby z Bombaju dotrzeć w Himalaje, w samochodzie trzeba spędzić ponad 2 doby. W pewnym momencie człowiek zaczyna wariować…

 

A teraz kończę i lecę obserwować życie Indii w lokalnym pociągu z Malad do Juhu!

FacebookTwitterPinterest

Submit a Comment