Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Sierpień 18, 2017

Scroll to top

Top

No Comments

Where the lion sleeps tonight

Where the lion sleeps tonight
Paulina Grabara

“Where the lion sleeps tonight” czyli Dobranoc w Masai Mara

Witamy w obozie namiotowym Governors’ Camp. Jeśli marzysz o pachnącej kawie podanej do namiotu o 5 rano, o strażnikach, którzy znad żarzącego się ogniska doprowadza cię z latarką do twojego namiotu, czy o odgłosie kąpiących się w rzece hipopotamów, kiedy popijasz kieliszek szlachetnego, czerwonego wina – to może być idealne miejsce dla ciebie. Pomysł rozwinął Aris Grammaticas, który chciał stworzyć magiczne doświadczenie safari. Chciał dzielić się swoją Kenią z ludźmi na całym świecie, przybliżając jej nieokiełzany świat fauny i flory. Idea była prosta – mówi Ariana Grammaticas, odpowiedzialna za marketing w sieci: “chcieliśmy stworzyć prosty obóz, wpasowany idealnie w naturalne środowisko, w którym ludzie będą mogli doświadczyć autentycznego safari. Mamy wokół wyjątkowych mieszkańców, rzekę Mara i jej zalesione brzegi, bezkres sawanny i bagniste tereny – to wszystko przyciąga wiele różnych gatunków dzikich zwierząt, które mają tu kartę stałego pobytu. Na terenie Masai Mara są to w szczególności dzikie koty”. Governors’ Camp był pierwszym stałym obozem namiotowym, który wyznaczył standardy dla nowego postrzegania luksusowego safari. “Nasz obóz wybierają najlepsze ekipy na świecie – takie jak BBC, kiedy kręci program o dużych, dzikich kotach”. Dodatkowo obóz może być dumny ze swoich kierowców oraz przewodników, którzy zabierają turystów na tzw. “game” czyli grę. A grą nazywane jest poszukiwanie sytuacji, w której mamy możliwość podglądać zwierzęta w ich naturalnym środowisku. Ja miałam szczęście – trafiliśmy na 2 gepardy, które właśnie upolowały swój obiad – antylopę. Przewodnicy w rezerwacie żyją w symbiozie z naturą i w pewien szczególny sposób ujmują swoją szczerością (siedząc w jeapie bez szyb zapytałam o zagrożenia, podczas gdy w odpowiedzi usłyszałam: “gdyby dziki kot się na nas rzucił… nie mamy żadnej broni – ale i tak się nie rzuci…, one chodzą po masce samochodu, czasem się na niej kładą, ale na człowieka tak długo, jak jest w środku, to się nie rzucą”). W obozie można zauważyć wszechobecną straż. “Mamy strażników, ponieważ nie mamy ogrodzenia – nie chcemy w żaden sposób ingerować w życie zwierząt, które są u siebie – to my jesteśmy w miejscu pierwotnie dzikim, które często znajduje się na ich szlaku. Nasi strażnicy patrolują teren i ustalają, gdzie się dokładnie znajdują i co robią, dbając o to, aby goście mogli bezpiecznie poruszać się po obozie”. To wszystko powoduje, że ludzie zakochują się w Governors’ Camp i tym wyjątkowym doświadczeniu, którego zaznają. “Niektórzy wracają od 37 lat, czyli od momentu powstania obozu” – mówi Ariana. Ja nie mogę się doczekać kiedy tam wrócę, choć kuszą mnie szczególnie 2 inne campy, które prowadzą – jeden z nich znajduje się w Ruandzie, drugi przy Wielkim Rowie Afrykańskim.

Galeria

FacebookTwitterPinterest

Submit a Comment