Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Grudzień 6, 2016

Scroll to top

Top

No Comments

Wywiad: Pan tu nie stał

Wywiad: Pan tu nie stał
Anna Matyjewicz

Pasja do wzornictwa, designu i kolekcjonowania przedmiotów z epoki przerodziła się w pracę. Zaczęło się od prowadzenia bloga skończyło na otwarciu sklepu z odzieżą i akcesoriami. Marka Pan tu nie stał to pomysł Justyny Burzyńskiej i Maćka Lebiedowicza, którzy przenieśli zapomniane słowa, slogany i ilustracje na odzież i przedmioty codziennego użytku.

Skąd zrodził się pomysł na stworzenie marki odzieżowej? 

Pomysł zrodził się z zamiłowania do dobrego polskiego wzornictwa. W dzieciństwie przesiąknęliśmy specyficzną kulturą wizualną, do której obecnie wracamy i serwujemy ją w nowoczesnym wydaniu naszym klientom. Pierwsze wizualne bodźce, zabawki, książki, ubrania, przedmioty z najbliższego otoczenia miały niebagatelny wpływ na nasze preferencje estetyczne.

Pan Tu nie stał – czy z nazwą wiąże się jakaś konkretna anegdota? 

Nie wiąże się z tym żadna anegdota. Propozycji na nazwę było sporo, miała ona wywoływać określone skojarzenia z epoką, kiedy byliśmy mali, piliśmy herbatę ze szklanek w koszyczkach i oglądaliśmy TIK-TAKA. Pan tu nie stał wygrało nasz prywatny plebiscyt – było chwytliwe, zaczepne i trochę bezczelne. W sam raz.

 

A kiedy zrodził się pomysł na sklep? 

PTNS były dla nas obojga dodatkowym zajęciem, raczej hobby. Chcieliśmy mieć sklep, taki jak mieszkanie wyjęte rodem z lat 70-tych – z meblościanką i dywanem tureckim, z domową atmosferą. Wszystko odbywało się bardzo stopniowo, poprzez prowadzenie bloga, pierwsze produkcje koszulek w domu, drukowane w garażu, aż do założenia sklepu internetowego i produkcji zlecanej profesjonalnym wykonawcom. Początkowo w asortymencie PTNS były wyłącznie t-shirty z nadrukami, później poszerzyliśmy ofertę o inne głupie głupoty i durne durnoty.

 

Pan tu nie stał – bawi się słowami, wzorami – skąd głównie czerpiecie inspiracje?

Inspirują nas świetne polskie ilustracje, liternictwo, grafika użytkowa i ogólnie pojęta kultura dnia codziennego.

Inspiruje nas również język polski – zapomniane, staromodne wyrazy, określenia, które wyszły już z obiegu np. sprawunki, bonifikata itp. Język starych reklam – fantastyczny – bardzo klarowny, przekazujący dużo treści, nie wszystko było wtedy „najlepsze”, „dla niezwykłych ludzi”, „najtańsze” i w ogóle „naj”.

 

Czy Łódź odgrywa jakąś rolę w procesie tworzenia – lokalne powiedzenia, miejsca? 

Raczej nie, ale cała produkcja odbywa się lokalnie, współpracujemy z lokalnymi firmami, producentami. W komunikacji marki podkreślamy zawsze, że jesteśmy z Łodzi, a Łódź to takie miasto w Polsce.

 

Wchodząc do sklepu przenosimy się w czasie – jakie lata mają dla was szczególne znaczenie?

Lata 60-te – piękne projekty, fajne liternictwo.

 

Tworzycie również akcesoria, asortyment do domu. Czy macie plany na kolejne oryginalne gadżety?

Tak, staramy się w każdym sezonie poszerzać nasz asortyment o nowe gadżety. Rozszerzamy też część modową. Na jesień wprowadziliśmy do oferty kurtki i płaszcze.

 

Czytaj także:

INTOcities: ŁÓDŹ

FacebookTwitterPinterest

Submit a Comment