Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Grudzień 7, 2016

Scroll to top

Top

No Comments

Niezwykła pasja Damiana Mayera

Niezwykła pasja Damiana Mayera
IT IS YOUR LIFE JUST TAKE IT

Mam 17 lat i moją pasją jest modelarstwo rakietowe dużej mocy. Odkąd sięgam pamięcią interesowało mnie niebo i wszystko, co się po nim porusza – statki powietrzne, samoloty, satelity, a w szczególności rakiety.

Pamiętam, że od dziecka z uwagą śledziłem starty i lądowania promów kosmicznych. Zawsze dziwiło mnie to, że obiekty o tak dużej masie mogą lecieć tak wysoko i nie spaść. Gdy byłem w 4 klasie szkoły podstawowej, wujek zabrał mnie do sklepu modelarskiego i podarował mi na urodziny model samolotu RC. W tym samym sklepie dostrzegłem małe modele rakiet, które można było złożyć w mniej niż 30 minut, używając tylko nożyka i kleju. Za oszczędności kupiłem sobie taki model i złożyłem go wraz z tatą. To była moja pierwsza w życiu rakieta. Gdy zobaczyłem jej start, stwierdziłem że to niesamowite uczucie samemu zbudować coś, co pokona siłę grawitacji i wzbije się w powietrze. W czasach szkoły podstawowej kupiłem i zbudowałem jeszcze kilka takich modeli i puszczałem je za miastem. Była to niesamowita frajda – głośny start, smuga dymu, a potem widok rakiety opadającej powoli na spadochronie. Świetny widok. Fakt, że każda taka rakieta jest wielokrotnego użytku i zaraz po lądowaniu może lecieć jeszcze raz, sprawił, że pokochałem to hobby jeszcze bardziej.

W pierwszej klasie gimnazjum natrafiłem na stronę Polskiego Towarzystwa Rakietowego. Był to dla mnie szok. Duże i profesjonalne konstrukcje, rakiety naddźwiękowe i loty na kilka kilometrów… To zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Widziałem, że ludzie sami konstruują rakiety i wcale ich nie kupują. Dlatego też postanowiłam zbudować swoją pierwszą rakietę od podstaw, nie znając teorii. Jeden raz prawie się udało, lecz każda kolejna próba budowy rakiety bez znajomości teorii kończyła się niepowodzeniem. Spędziłem ponad pół roku na przeczytaniu każdego wątku na forum rakietowym oraz kilku książek na temat modelarstwa rakietowego. Dopiero wtedy czułem się naprawdę na siłach. Zbudowałem kolejną rakietę – była to mała i prosta konstrukcja, która dzisiaj kojarzy mi się już tylko z zabawką. Ale udało się! Rakieta wzbiła się w niebo jak po sznurku i dostarczyła mi niebywałej satysfakcji. Miesiące spędzone na nauce opłaciły się.

 

Zacząłem budować kolejne rakiety – każda następna była większa od poprzedniej i leciała wyżej. Zostałem także członkiem Polskiego Towarzystwa Rakietowego. W jedne z wakacji pojechałem na festiwal organizowany właśnie przez PTR, gdzie puściłem kilka swoich konstrukcji. Największa rakieta, na skutek błędu konstrukcyjnego rozbiła się, ale mniejsze rakiety poleciały idealnie i wróciły na spadochronach. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że rakiety staną się moją największą pasją. Przez kolejne miesiące projektowałem i budowałem następne modele. W ostatniej klasie gimnazjum wymagane było zrealizowanie projektu edukacyjnego. Co było moim? Nie trudno zgadnąć.

Do zespołu dołączyło kilku kolegów z klasy. Zaprojektowałem rakietę, szkoła wsparła mnie środkami finansowymi na elektronikę pokładową, a koledzy pomogli budować konstrukcję. Miesiące pracy i kilkanaście testów zwieńczył lot, który zakończył się sukcesem. Projekt został nagrodzony dyplomem za najlepszy projekt edukacyjny w szkole. Czułem dumę i stwierdziłem, że chcę się w tym kierunku kształcić – idąc do liceum, przedmioty rozszerzone wybierałem tak, by móc dostać się na studia, które przydadzą mi się do konstruowania rakiet w przyszłości.

W kwietniu 2013 roku zadzwonił do mnie ówczesny prezes PTR i zaproponował, żebym założył modelarnię rakietową w moim mieście. Pomysł nie wydawał się zły – kontakt z ludźmi, większe szanse na pozyskanie sponsorów, a przede wszystkim możliwość zostania instruktorem. Zacząłem pisać do poszczególnych instytucji w mieście, czy nie mieliby wolnego pomieszczenia dostępnego na potrzeby projektu. Otrzymałem odpowiedź od Centrum Kultury i Sztuki i tam też od września 2013 roku działa Tczewska Pracownia Rakietowa. W międzyczasie udało mi się jeszcze zorganizować warsztaty rakietowe podczas miejskiego festiwalu. Łącznie przez tamten rok przeszkoliłem około 70 osób, w efekcie czego powstało około 40 rakiet. W pracowni zaś utworzyła się fajna i zgrana grupa 15 osób, którzy również zbudowali swoje rakiety.

Bycie instruktorem wiąże się z odpowiedzialnością – zarówno za siebie, za uczestników zajęć oraz za wiedzę, którą im przekazuję. Dlatego cały czas kształcę się w tej dziedzinie,  biorę udział w programach stażowych, które pozwalają mi podnosić moje kwalifikacje, a także rozmawiam z ludźmi, często inżynierami i specjalistami w wielu dziedzinach, którzy pomagają mi zrozumieć pewne rzeczy i unikać błędów konstrukcyjnych. Jeżdżę również na konferencje, na których mam okazję poznać wybitnych ludzi, którzy są moimi autorytetami i mam możliwość zaprezentowania im naukowego aspektu mojej pasji.

W moim życiu zbudowałem już około trzydziestu rakiet. Aktualnie cały swój wolny czas poświęcam dwóm rakietom naddźwiękowym, nad którymi teraz pracuję. Jedna konstrukcja – STREGA ma polecieć na wysokość 6 kilometrów z prędkością Mach 1.7 (ok. 2100 km/h). Druga konstrukcja jest mniejsza i ma polecieć na 4 km z prędkością Mach 1.2. Na pokładzie tych rakiet umieszczona jest zaawansowana elektronika, która wykonuje pomiary w atmosferze i dostarcza danych naukowych. Są również systemy GPS, kamery, komputery pokładowe i przede wszystkim spadochrony, na których rakieta bezpiecznie ląduje. Rozwijam także hybrydowe napędy rakietowe, które wykorzystują ciekły utleniacz (podtlenek azotu) oraz stałe paliwo (PCV, parafina, czy polipropylen).

 

Projektowanie i budowa rakiet oraz prowadzenie modelarni uczy mnie wielu rzeczy – uczy mnie życia w dzisiejszym świecie: organizacji, współpracy z ludźmi, instytucjami. To wszystko utwierdza mnie jeszcze bardziej w przekonaniu, że jeśli człowiek kocha to co robi, to robi to dobrze. Czasem bywa trudno, ale zmaganie się z problemami przy realizacji swojej pasji i jednocześnie swoich marzeń jest warte poświęcenia, wiem dlaczego to robię i wiem, że warto.

Moja pasja pokazała mi kierunek, którym chcę w życiu podążać. Już wiem, że moje życie zawodowe zwiąże właśnie z rakietami  i lotnictwem. Moim największym marzeniem jest posłanie własnej rakiety w Kosmos, czyli na co najmniej 100 km (Linia Karmana – umowna granica Kosmosu). Docelowo chcę dostarczyć tanią, bezpieczną i niezawodną platformę do badań w stratosferze. To jest mój cel, który chcę w życiu zrealizować i nie mam zamiaru się poddawać. Chcę mieć swój wkład w tworzenie tego świata i rozwój nauki.

Konkurs It’s your life just take it traktuję jako szansę na zrealizowanie największego marzenia, czyli właśnie lotu na 100 km. Do tego potrzebuję profesjonalnych studiów, w pełni wyposażonego warsztatu oraz dużego nakładu finansowego. Mimo wszystko, cały konkurs traktuję jako fajną przygodę i cieszę się, że mogłem przedstawić szerszemu gronu osób to, co robię. Pozytywny odzew ze strony innych ludzi, daje mi jeszcze większą motywacje do działania i podtrzymuje mnie na duchu, gdy natrafiam na trudniejszy moment w realizacji tego, co kocham.

http://www.itsyourlife.pl

 

Zobacz innych półfinalistów:

Po sznurku do szczęścia

ŁUKASZ STACHOWSKI – PÓŁFINALISTA KAMPANII IT’S YOUR LIFE JUST TAKE IT

TOMASZ FERDEK – półfinalista kampanii IT’S YOUR LIFE JUST TAKE IT.

Niezwykli ludzie pełni pasji

„Żyję z pasją”

FacebookTwitterPinterest

Submit a Comment