Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

INTO passion | Grudzień 11, 2016

Scroll to top

Top

No Comments

Podróż życia – początek

Podróż życia – początek
Paulina Grabara

Nigdy nie wiedziałam czy kiedykolwiek wyruszę w tę podróż. Nie bawią mnie cudze dzieci, doceniam hotele tylko dla dorosłych, a jednak z człowiekiem, którego kocham zapragnęłam wyruszyć, w jak zakładam, najbardziej niezwykłą podróż mojego życia.

 

INTOpassion.com powstało z pasji do życia, do odkrywania. Z chęci dzielenia się emocjami. Dlatego od teraz zostanie w zupełnie naturalny sposób wzbogacone o przemyślenia, odczucia i przeżycia związane z podróżą jaką jest ciąża i nowe życie.

Pierwsze 12 tygodni upłynęło nam na nazywaniu „tego” fasolką. Początki pewnie były podobne jak u większości – 2 testy potwierdzające, że jestem w ciąży i wizyta w Enel-Medzie. Pani Ginekolog, do której wybrałam się na tamtą wizytę była zimna i stwierdziła „my ciążę uznajemy po potwierdzeniu przy pierwszym badaniu USG. Proszę znaleźć sobię lekarza prowadzącego i zapraszamy w 7 tygodniu”. Nie tego się spodziewałam. Zupełnie nie wiem czemu, ale słowa „potwierdzimy ciążę” spowodowały jakbym miała wrażenie, że ona wyparuje, uleci…

Pierwsze USG było dużym stresem. Jak odczuwam stres? Lekko drżą mi dłonie, ściska mnie w żołądku, a kiedy biorę głębszy oddech mam wrażenie, że drży mi serce  Aż w końcu zaczynam mieć przekonanie (zupełnie nieprawdziwe), że mi wszystko jedno. Będzie jak będzie, czuję się bezsilna.

Więc weszłam do gabinetu Pani doktor, położyłam się – jak poprosiła – i czekałam… jak na wyrok. Zupełnie nie wiem czemu – jakbym się spodziewała, że w moim brzuchu odkryje jakąś zjawę. A Pani doktor – raczej małomówna – powiedziała tylko 3 słowa: płód żywy, pojedynczy. Pojedynczy – nie wiem czemu tak bardzo obawiałam się, że mogą to być bliźniaki, ale jednego byłam pewna – w roli mamy bliźniaków z pewnością się nie widzę.

Czas na chwilę radości i dzielenie się tą informacją – tak, jestem w ciąży. Enel-Med też postanowił tak uznać!

Potem zaczęło się – z perspektywy czasu nazwałabym to „niezłymi jazdami” – sprawdzenie w internecie i ciągła obawa: za wolno bije serce, czy jeszcze żyje, czy się rozwija. A co strona o ciąży to kolejne kobiety piszące o komplikacjach. W nocy budziły mnie koszmary.

Przed samymi świętami przypadł czas wizyty ginekologicznej. I w końcu mogłam się przekonać dlaczego przy ocenie moja Pani ginekolog ma tyle komentarzy od kobiet w ciąży, że jest pozbawiona empatii, małomówna, niezainteresowana ciążą i daną kobietą… Pani doktor ogląda wyniki, generalnie mało mówi. Czy powinnam zrobić jakieś badania prenatalne? To Pani decyzja – słyszę w odpowiedzi. Oczywiście, że moja, jednak od lekarza z doświadczeniem spodziewam się wskazówek i podpowiedzi. Pani doktor wymienia testy, najlepszy pytam? Najbardziej wiarygodny, ale kosztowny – słyszę w odpowiedzi – Harmony.

Moim pytaniom nie ma końca – oczekuję konkretnych odpowiedzi, a tu nic… ” Wszystko dobrze. Czy po badaniu można stwierdzić, że moje dziecko żyje? – skoro wszystko dobrze, pytanie wydaje mi się oczywiste. Nie – słyszę w odpowiedzi. „To dlaczego Pani doktor mówi, że wszystko dobrze” – bo to co mogę stwierdzić podczas tej wizyty jest dobrze”. Niezła bzdura – brak podstawowej informacji – czy dziecko żyje… Przechodzę do kolejnych pytań – co mam jeść? „Normalnie” odpowiada Pani doktor, jakby normalnie dla wszystkich oznaczało to samo… Jadam dużo warzyw, drób, ryby, kaszę … to inne „normalnie” od osób, które jedzą hamburgery, pizzę i makarony. Czy fast food też mam jeść – pytam już lekko zirytowana? Raz na jakiś czas nie zaszkodzi – słyszę w odpowiedzi. Czy mogę latać? Od kiedy? Do kiedy? Strzelam pytaniami – do 100km! Jestem zwolennikiem starej położniczej zasady podróży do 100km – słyszę i szczerze mówiąc zastanawiam się czy przypadkiem nie przeniosłam się w czasie… Do 100km? A co z podróżami służbowymi, związkami na odległość, odwiedzaniem rodziny…? Dziecko lubi stabilizację. Potrzebuję konsultacji z innym lekarzem. Odpowiedź na moje pytanie na tyle mnie zniechęciła, że postanawiam, że na tym zakończymy wizytę. Kolejna wizyta – USG – proszę się zapisać między 11 a 13 tygodniem.

Wracam do recepcji ciesząc się, że 11 tydzień już za tydzień i w końcu dowiem się czy moja dzidzia żyje, jak jej bije serce… A tu niespodzianka. Brak terminów. Bardzo nam przykro. Bardzo nam przykro. Pani powtarza z dużym uśmiechem jak mantrę.

Nadszedł czas świąt – kieliszek wina, a właściwie pół i kolejnego dnia znów wyrzuty sumienia – czy nie wpłynie to na dziecko, czy łyk alkoholu nie zakończy jego krótkiego żywota? Już koniec tej niepewności, nie chcę dłużej czekać. Sprawdzamy USG prywatnie, aby wykonać je jeszcze przed Nowym Rokiem. Jak świętować to bez obaw. Zapisuję się do Babka Medica. Oczywiście znów duży stres – USG nazywane genetycznym, ma ocenić ryzyko wad genetycznych, takich jak zespół Downa czy Edwardsa, pozwala wykryć wrodzone wady serca, wady rozwojowe cewy nerwowej i mówiąc dosłownie pokazać czy dziecko ma 2 rączki i 2 nóżki.

Początek był najgorszy – opóźnienie i dodatkowe, zupełnie nieplanowane 20 minut stresu. Od wejścia do gabinetu Pani doktor było już jednak komfortowo i przyjemnie. Tata i mama – z odsłoniętym brzuchem, wpatrzeni w dwa różne monitory. I wtedy lekarka stwierdza, że najpierw sprawdzi długość ciemieniowo-siedzeniową płodu i da znać czy nie lepiej wykonać badanie tydzień później. (O NIE! myślę sobię). Ale nie… mam to szczęście i zaczynamy jeden z najbardziej niezwykłych seansów… Mam wrażenie, że dzidzia fika koziołki, choć jakiś czas później wyczytuję, że robi to dopiero od 13 tygodnia. Głosem Pani doktor nasza dzidzia do nas mówi: „na razie jestem jeszcze całkiem mały ludek… mam niespełna 5cm (4,79cm dokładnie), ale mówią i piszą, że to norma.  Najważniejsze, że moje serduszko puka w całkiem niezłym rytmie – szybciej niż u mamy, bo wykonuje 164 uderzeń na minutę!!!” A my słuchamy tej muzyki, niczym afrykańskich bębnów djembe. „Mama się też ucieszyła, że mam kość nosową (zresztą przed mamą ucieszyła się Pani doktor, bo używając poważnych słów, stwierdziła że to ważny marker, a jej brak jest charakterystyczny dla dzieci z zespołem Downa). W opisie USG otrzymuję same fantastyczne informacje, a ulubionym słowem Pani doktor (i moim również) jest „prawidłowe”: przepływ przez TR prawidłowy, prawidłowy zarys główki, struktur wewnątrzczaszkowych i linii kręgosłupa, pod przeponą widoczny żołądek, jak stwierdziła Pani doktor nieduży, bo opróżniony (złapaliśmy dzidzię jak pewnie była głodna).

Po pozytywnym USG pytamy jakie badania genetyczne należy wykonać – test Pappa sugeruje Pani doktor – USG daje około 80 % pewności, zawsze zalecamy naszym pacjentkom jakieś testy. Pytamy o Harmony – Pani doktor od razu pyta czy znamy jego koszt (w Babka Medica – 2500pln, w Enel-Medzie 2800zł). Na test Pappa się nie decydujemy przede wszystkim ze względu  na sporą liczbę fałszywych wyników. O teście Harmony napiszę więcej w kolejnym wpisie, ale w skrócie mówi o ryzyku wystąpienia 3 trysomii. Dodatkowym plusem dla rodziców jest informacja o płci płodu.

Nasz wynik przychodzi po 2 tygodniach – pobrana do badania krew wysyłana jest do laboratorium w Kalifornii. Jest naszą największą radością – 3 razy niskie ryzyko i wymarzona dziewczynka (choć najważniejsze było, aby dziecko było zdrowe, chłopczyka również powitalibyśmy z przyjemnością).

Dzisiejszy dzień upłynął więc na szukaniu imienia – cudowna zabawa, znajduję w internecie bazę imion (chwalą się ponad 3000 rekordów) i już na samym początku podoba mi się Aida, co oznacza korzyść, nagroda. Czytam ukochanemu i dodaję, że imię jest pochodzenia arabskiego, odpowiada „na pewno”. Wypisuję imiona, które mi się podobają na kartce. Inne zwracają uwagę, choć niekoniecznie chciałabym tak nazwać córkę. Albna – pochodzi od „Albin” – tynkarz. Może nie, myślę sobie. Imion jest dużo, większość zupełnie niepolsko brzmiących, sporo to żeńskie wersje męskich imion. Zamiast Cyryna czytam Cytyna i dziwię się czego to ludzie nie wymyślili. Jednak Wigilia czytam już dobrze, bo upewniam się kilka razy… i niespodzianka – imieniny obchodzi 19 kwietnia.

Po raz pierwszy w trójkę pozdrawiamy i wracamy do wyboru imienia – jak od wczoraj wiemy – dla naszej córki!

 

* zdjęcie z góry przepraszam skradłam z internetu, ale jest cudownie ckliwe 😉 autora z góry przepraszam

 

Zapraszam również do przeczytania o teście Harmony, a także do polubienia naszego fanpage’u facebook.com/intopassion

FacebookTwitterPinterest

Submit a Comment